-->

cover

piątek, 25 października 2013

Pasta My Love

W 1995 roku w Rzymie postanowiono, że 25 października będzie Światowym Dniem Makaronu. Od tej pory każdego roku w ten właśnie dzień miłośnicy pasty szczególnie promują swój przysmak, jest to również świetna okazja żeby wymienić się przepisami i naturalnie zajadać makaron zaserwowany w jednej z tysiąca (?) możliwych wersji...
Właściwie nie znam chyba nikogo, kto makaronu nie lubi... Większość moich przyjaciół wręcz za nim przepada, a w naszym domu spaghetti podaje się raz w tygodniu. To już właściwie rytuał. Pasta jest genialną bazą do wielu eksperymentów, nadaje się fantastycznie na kolację dla znajomych, randkę, czy też posiłek dla singla, który ma być szybki, a jednocześnie smaczny i wartościowy. Oprócz naszej ulubionej wersji z domowym sosem pomidorowym, przygotowuję również bardzo proste spaghetti aglio, olio e pepperoncino (wersja z oliwą, czosnkiem i chilli, spójrzcie tu), ale moją ulubioną pozostaje pasta alla puttanesca, czyli makaron z sosem pomidorowym podkręconym czosnkiem, chili i sardelami. To danie, nazywane pastą sprzedajnej kobiety (jedni mówią, że to ze względu na ognistego twista, inni, że było to najszybsze danie do przygotowania w przerwie między kolejnymi klientami...). Makaron w wersji puttanesca jest naprawdę wyśmienity, a sos, do którego dodajemy kapary i oliwki właściwie nie potrzebuje już żadnych przypraw. Zatem viva la pasta et buon appetito!




Spaghetti alla puttanesca (dla 4 osób, przepis z tej strony)

400 g spaghetti
1/4 szklanki oliwy
3 ząbki czosnku (pokrojone na małe kawałeczki i zmiażdżone)
3 suszone papryczki chilli (zwolennikom łagodniejszej wersji sugerowałabym dwie)
1 puszka sardeli ( ok. 50-60g netto)
1 szklanka czarnych oliwek, wypestkowanych
1 i 1/2 szkl pomidorów, obranych i pokrojonych w kostkę
2 łyżki kaparów
3 łyżki pasty pomidorowej

Na dużej patelni rozgrzewamy na średnim ogniu oliwę z czosnkiem i pokruszonym papryczkami chilli, następnie dodajemy sardele, delikatnie je rozkruszając widelcem. Dodajemy pomidory, mieszamy do połączenia składników. Następnie dokładamy do sosu oliwki, kapary* i pastę pomidorową. Na średnim ogniu gotujemy sos do zgęstnienia, około 10 minut, od czasu do czasu mieszając.
W tym czasie przygotowujemy spaghetti, odsączamy i wrzucamy na patelnię, gotujemy jeszcze przez około minutę i mieszamy, aby makaron dobrze pokrył się sosem. Podajemy natychmiast.






* wg niektórych przepisów kapary i sardele dokładane do sosu powinny być dobrze odsączone, ja natomiast uważam, że kaparowa zalewa i odrobina oleju z sardeli doskonale wzbogacają jego smak.












środa, 23 października 2013

Brownie dla Alicji

Czekolada... Bogactwo smaku, aromatyczne utulenie, dobra na smutki małe i duże, na jesienną słotę, na burze, te za oknem i te życiowe. Można ją wykorzystać na mnóstwo pysznych sposobów, dostarcza nam magnezu - czego chcieć więcej? Dziś się przekonamy, czy pomoże też zmierzyć się z grypą ;) Upiekłam brownie dla Alicji, którą chyba dopadło jesienne przeziębienie i słodka chwila będzie jak znalazł... Moje brownie powstało na podstawie tego przepisu. Ma intensywny zapach gorzkiego kakao, jest wilgotne i naprawdę smakowite. Receptura jest bardzo prosta, a przygotowanie ciasta zajmuje dosłownie chwilę - warto spróbować.




Brownie na wszystkie smutki

150 g dobrej ciemnej czekolady
150 g masła
4 jajka
250 g cukru
140 g mąki
100 g suszonej żurawiny

W garnku zagotowujemy wodę, stawiamy na nim miskę, w której rozpuszczamy czekoladę. Dno miski nie powinno dotykać wody. Delikatnie mieszamy, aż czekolada się roztopi. Masło miksujemy na krem, następnie dodajemy do niego powoli rozpuszczoną (odrobinę przestygniętą) czekoladę, kolejno jajka (lekko wcześniej ubite), potem cukier, na koniec mąkę. Miksujemy przez 2-3 minuty,do połączenia składników. Dodajemy żurawinę. Masę przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia (moja forma miała 26 cm średnicy). Pieczemy około 20 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni. Po ostygnięciu kroimy ciasto na kwadraty.







sobota, 12 października 2013

Jesienne pyszności




Kocham jesienną obfitość! Już samo patrzenie na uginające się stragany to dla mnie wielka przyjemność. Wróciłam z zakupów z mnóstwem warzywnych cudowności, przytaszczyłam do domu m.in. dwie dynie, piękne bakłażany, dużo czerwonej i żółtej papryki. Plan był prosty - coś pysznego na weekend
Od jakiegoś czasu z zapałem piekę muffiny. Słodkie czy wytrawne, te zabawne babeczki pojawiają się u nas często. Mam już kilka swoich top-receptur, którymi się na pewno z Wami podzielę, a tymczasem - odkrycie weekendu i coś akurat na sezon, bo dynia jest teraz naprawdę smaczna. Muffiny dyniowe zaskoczyły mnie delikatnością i bogactwem smaku, również połączenie z gruszką okazało się strzałem w dziesiątkę. Pierwszy raz przygotowałam coś słodkiego z dodatkiem dyni, do tej pory były to zwykle zupy, i sądzę, że zachęcona muffinowym sukcesem wypróbuję jeszcze jakieś ciasto.
Warto sobie wcześniej przygotować dyniowe puree, które sprawdzi się nie tylko przy tych muffinach, ale będzie również ciekawą bazą do sosu i oczywiście wspaniałej dyniowej zupy. Ja swoją dynię (a właściwie dwie) pokroiłam w grube plastry, usuwając wcześniej pestki i zapakowałam po kilka sztuk, formując paczuszki z folii aluminiowej. Włożyłam je do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i po 30 minutach dynia była już miękka (czas pieczenia zależy na pewno od rodzaju dyni). Po wyjęciu z piekarnika wyłożyłam plastry dyni na talerz, żeby ostygły, a potem cały miąższ zmiksowalam blenderem. Puree wydawało mi się trochę wodniste, więc potem jeszcze przez ok. 20 minut podgrzewałam je w garnku, żeby odparować wodę.
Na naszym stole w weekend pojawi się również fantastyczna pasta z bakłażanów, pomidorów i papryki. Jest to tzw. zacuska pochodząca z Rumunii. Przepis na nią znalazłam w sierpniowym numerze Mojego Gotowania i nie mogłam się doczekać, kiedy go wypróbuję. I oto jest, fantastyczna, rozpływająca się w ustach pasta, która doskonale smakuje po prostu z chlebem, ale sądzę, że będzie również świetnym dodatkiem do mięsa lub serów. Zacuska wymaga czasu i cierpliwości (im dłużej się ją dusi, tym jest lepsza), autorka przepisu zaznaczyła, że minimalny czas "pyrkania" zacuski to ok. 2 godzin, ale moja, wzorcowo, bulgotała na malutkim ogniu niemal 5 godzin, cierpliwie przeze mnie mieszana i... musicie tego po prostu spróbować!!!


Jesienne muffiny z dynią i gruszką 


300 g mąki
170 g cukru
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 ½  łyżeczki cynamonu
½  łyżeczki gałki muszkatołowej
½ łyżeczki imbiru
szczypta soli
2 jajka
1 szklanka* puree z dyni
½  szklanki oleju
2 szklanki gruszek, obranych, pokrojonych na małe kawałki

Do jednego naczynia wsypujemy mąkę, cukier, sodę, proszek do pieczenia, cynamon, gałkę muszkatołowa, imbir i sól.
W drugim naczyniu lekko ubijamy widelcem jajka, dodajemy puree z dyni i olej, mieszamy. Mokre skladniki wlewamy do suchych, mieszamy delikatnie tylko do połączenia składników, dodajemy kawałki gruszek. Tak przygotowaną masę rozdzielamy równo do foremek muffinkowych, wysmarowanych maslem lub wyłożonych papilotkami .
Jeśli mamy ochotę, można jeszcze posypać muffiny kruszonką  (2 łyżki mąki, 1 łyżka masła, 1 łyżka cukru, szczypta cynamonu). Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni i pieczemy ok. 20 minut. Warto sprawdzić patyczkiem, czy są gotowe, bo każdy piekarnik jest inny. Potem już tylko chwila na przestygnięcie i można się rozkoszować bogatym smakiem jesieni. Z powyższego przepisu wyjdzie nam 12 muffinów.




* szklanka to u mnie 250 ml


Zacuska czyli pyszna pasta z Rumunii

1 kg bakłażanów
1 kg papryki, czerwonej i żółtej

1 kg pomidorów, obranych, pokrojonych w kostkę
1 kg cebuli pokrojonej w piórka (użyłam czerwonej)
330 ml oleju
kilka ziaren pieprzu
kilka liści laurowych
sól i pieprz

Bakłażany kroimy na kawałki, pieczemy w temperaturze ok. 190 stopni przez jakieś 20 minut, od czasu do czasu dobrze jest je przemieszać, żeby się nie przypaliły. Na drugiej blasze układamy papryki i pieczemy w podobny sposób. Po wyjęciu z piekarnika kroimy papryki na kawałki i usuwamy pestki.
Kiedy warzywa są w piekarniku, do garnka z grubym dnem wrzucamy pokrojone w kostkę pomidory i wlewamy olej. Gotujemy na ogniu co najmniej godzinę, żeby sos się zredukował (u mnie było to ok. półtorej godziny). Na patelni szklimy cebulę i dodajemy ją do sosu pomidorowego, następnie dokładamy bakłażana, paprykę, liście laurowe i pieprz. Gotujemy na małym ogniu, często mieszając, co najmniej dwie godziny. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem.






środa, 9 października 2013

W kwestii kalafiora

Kalafiora nie lubię i już. Właściwie nigdy go nie kupuję, a serwowany z nieśmiertelną zasmażką jest moją prawdziwą zmorą. Jem z grzeczności i tyle. Tymczasem wczoraj, podczas warzywnych zakupów jakimś cudem skusiłam się na kalafior, a dziś udało mi się z niego przygotować całkiem niezły posiłek typu comfort food. Można go potraktować jako pojedyncze danie, ale nadałoby się również jako dodatek np. do kurczaka. Jest to kalafior w wersji rozpustnej (coś mi się wydaje, że takie wersje staną się znakiem rozpoznawczym tego bloga...) i (a jakże!) kalorycznej. Naprawdę mi smakował.




Kalafior pod beszamelowo-serową pierzynką 

1 kalafior
400 ml pełnego mleka
1 mała cebula, obrana
2 listki laurowe
40 g masła
30 g mąki
spora szczypta zmielonej gorczycy
szczypta pieprzu
100 - 150 g startego sera cheddar (lub np. 50 g cheddara i 50 g innego o wyrazistym smaku)
garść płatków migdałowych uprażonych na suchej patelni (opcjonalnie)

Do garnka wlewamy mleko, wkładamy całą cebulę i dwa listki laurowe. Podgrzewamy na wolnym ogniu niemal do zagotowania i zdejmujemy z palnika. Odstawiamy na około 15 minut, żeby mleko nabrało aromatu.
Zagotowujemy osoloną wodę, wrzucamy do niej różyczki kalafiora, doprowadzamy do wrzenia, gotujemy około 4 minut, aby zmiękły. Odsączone różyczki układamy na dnie nasmarowanego masłem żaroodpornego naczynia, można je posypać płatkami migdałowymi (można również użyć niezbyt drobno pokrojonych orzechów włoskich).
Na patelni roztapiamy masło, dodajemy mąkę, gorczycę i pieprz, ciągle mieszamy, gotujemy na małym ogniu przez minutę. Następnie zdejmujemy patelnię z palnika i ciągle mieszając stopniowo wlewamy mleko. Stawiamy patelnię z powrotem na palnik, mieszamy, doprowadzamy do wrzenia, i na najmniejszym płomieniu, ciągle mieszając gotujemy jeszcze przez minutę. Zestawiamy patelnię z ognia, dodajemy 3/4 sera, czarny pieprz, mieszamy i wykładamy powstały sos na różyczki kalafiora. Posypujemy resztą sera. W piekarniku nagrzanym do 190 stopniu zapiekamy całość około 20 minut.








wtorek, 1 października 2013

Niech się wszystko odnowi, odmieni...

Nowe pomysły, mocne postanowienia, dalekosiężne plany zwykle kiełkują w nas, kiedy nadchodzi nowy rok. Zmieniająca się data ma magiczną moc i pozwala nam wierzyć, że wszystko jest możliwe, a nasze przedsięwzięcia  mają sporą szansę spełnienia. Różnie to potem bywa, ale zawsze na początku roku jakbyśmy mieli przed sobą nową, białą kartę, której zapisanie należy do nas. Ja tymczasem postanowiłam rozpocząć pisanie tego bloga jesienią. Co prawda tu, gdzie teraz mieszkam, trudno o nastrojowe spacery parkowymi alejkami, obrzucanie się złotymi liśćmi i skakanie w dal przez kałuże, ale czuję, że mój wewnętrzny zegar wyraźnie zwalnia, a ciało coraz częściej domaga się jedzenia kojącego wszystkie smutki... Poszukiwanie comfort food to dla mnie zdecydowanie jedna z oznak jesieni...

Po co ten blog? W pewnym sensie to wyzwanie dla mnie samej, żeby więcej (i regularnie) pisać i gotować. Chcę podzielić się dobrymi przepisami, które sprawiają przyjemność i małymi historiami, z których składa się nasze życie. 

A na powitanie wiersz, o którym sobie przypomniałam, szukając tytułu dla mojego pierwszego posta.

O jesieni, jesieni


Niech się wszystko odnowi, odmieni....

O jesieni, jesieni, jesieni .....
Niech się nocą do głębi przeźrocza
nowe gwiazdy urodzą czy stoczą,
niech się spełni, co się nie odstanie,
choćby krzywda, choćby ból bez miary,
niesłychane dla serca ofiary,
gniew czy miłość, życie czy skonanie,
niech się tylko coś prędko odmieni.
O jesieni!... jesieni! ... jesieni!

Ja chcę burzy, żeby we mnie z siłą 

znowu serce gorzało i biło,
żeby życie uniosło mnie całą
i jak trzcinę w objęciu łamało!
Nie trzymajcie, nie wchodźcie mi w drogę
już się tyle rozprysło wędzideł ...
Ja chcę szczęścia i bólu, i skrzydeł
i tak dłużej nie mogę, nie mogę!
Niech się wszystko odnowi, odmieni! 
...O jesieni! ... jesieni! ... jesieni.


Kazimiera Iłłakowiczówna