-->

cover

środa, 25 czerwca 2014

Żywot człowieka szczęśliwego. I makrela :)

Pamiętacie może majowy post brzoskwiniowy ? Była tam mała refleksja na temat szczęścia, coś o słoiku i wdzięczności za małe rzeczy, które nam się przytrafiają każdego dnia. Wczoraj dowiedziałam się, że wdzięczność jest jednym z naukowo udowodnionych nawyków szczęśliwych ludzi :) Spędziłam wieczór w towarzystwie... faceta gadającego do mnie (i do jakiegoś tysiąca innych ludzi) z ekranu laptopa i świetnie się bawiłam :) Było to szkolenie, a właściwie forma wykładu na temat szczęścia w naszym życiu, omawiane na podstawie listy 20 nawyków szczęśliwych ludzi. Prowadzący szkolenie Paweł Jan Mróz jest osobą, do której masz się po prostu ochotę przytulić. Nie dlatego, że jest młodym przystojnym mężczyzną, ale dlatego, że jest człowiekiem, od którego wręcz promieniuje pozytywna energia, osobą, która ma do siebie spory dystans, duże poczucie humoru, oraz ogromną wiedzę i doświadczenie, którymi pragnie dzielić się z innymi po to, żeby ich życie stało się lepsze i aby potrafili z zupełnie innej strony spojrzeć na trudności, które do tej pory wydawały się przeszkodą nie do pokonania. O tym, czym dokładnie zajmuje się Paweł, możecie przeczytać na jego stronie internetowej. 
Tymczasem wczoraj wziął na warsztat szczęście i praktyczne aspekty osiągnięcia tego życiowego stanu spełnienia i równowagi, którego przecież każdy z nas potrzebuje. I chyba nawet nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, jak wielki mamy wpływ na nasze szczęście i ile sami możemy zrobić, aby mieć poczucie spokoju i satysfakcji. Po wczorajszym wystąpieniu Pawła wielu z nas przestanie skarżyć się na tzw. okoliczności zewnętrzne, a skupimy się dużo bardziej na tym, co możemy sobie sami gdzieś tam głęboko w środku wypracować. Bo ogół nawyków szczęśliwego człowieka, o których wczoraj była mowa, jak dla mnie cechuje ludzi dojrzałych, świadomych siebie, obdarzonych optymizmem, empatią i wewnętrznym spokojem. I okazuje się, że szczęście mamy po prostu w sobie :) Taka opcja wbudowana :) Trzeba ją tylko odnaleźć i uruchomić. Jak to zrobić...?




Kompletna lista nawyków szczęśliwych ludzi jest dostępna tu. A jak można by pokrótce podsumować to, o czym wczoraj mówił Paweł? Szczęśliwy człowiek dba o siebie. Mowa tutaj o trosce o ciało i umysł, o ustawicznym poszukiwaniu i poszerzaniu swoich horyzontów w dziedzinach, które nas najbardziej interesują. Czytajmy, podróżujmy, uczmy się języków, uprawiajmy sport - to nie tylko dobre dla naszego mózgu, który odpowiednio stymulowany pozwala nam dłużej żyć i zachować sprawność, wszystkie te aktywności dają nam również wewnętrzną satysfakcję i nierzadko przynoszą nowe znajomości, a nawet przyjaźnie. To ważne, bo szczęśliwi ludzie zdają sobie sprawę, że relacje należy pielęgnować, a nasze życie nie jest żadnym wyścigiem szczurów, tylko jednym wielkim maratonem, w którym wszyscy biegniemy razem. I dobrze jest bezinteresownie pomagać innym i naprawdę cieszyć się z osiągnięć i sukcesów ludzi, którzy nas otaczają. Ważna jest również samoakceptacja, bo przecież jest tylko jeden taki Jurek i jedna Marysia wśród milionów ludzkich istnień. Każdy z nas jest absolutnie wyjątkowy i przychodzi na świat ze zdolnościami, które trzeba wykorzystać w najlepszy możliwy sposób, dla siebie i dla innych. Co poza tym? Szczęśliwi ludzie starają się myśleć pozytywnie, szklanka jest dla nich zawsze do połowy pełna, a nadzieja niezmiennie im towarzyszy. Szczęśliwi ludzie są wdzięczni - za dobrą pogodę, za owocne spotkanie, za nowe znajomości i pyszną kolację. Wdzięczność naprawdę bardzo ułatwia życie i powoduje, że otacza nas pozytywna energia. Szczęśliwi ludzie dbają również o swoje życie duchowe i żyją zgodnie ze swoimi wartościami. W dzisiejszym świecie bardzo łatwo się pogubić, więc potrzeba swoistych drogowskazów i punktów odniesienia jest rzeczywiście bardzo ważna. Niezwykle istotna jest również umiejętność akceptowania przeszłości i wybaczania, bo nie można z powodzeniem iść przed siebie, gdy towarzyszą nam wciąż niezabliźnione zranienia. Niektórzy radzą sobie z takimi trudnościami sami, inni szukają pomocy u psychologów i coachów. To ważna dziedzina życia, nad którą warto pracować, aby odzyskać wewnętrzny spokój.  Finalnie - szczęśliwi ludzie akceptują fakt, że w życiu przytrafiają się nam lepsze i gorsze chwile, tak po prostu, siłą rzeczy, a sztuką jest zachowanie dystansu i wewnętrznej równowagi, jak również świadomość, że trudności, które napotykamy na naszej drodze, to nie problemy, a wyzwania, z którymi zawsze, w taki czy inny sposób, będziemy sobie w stanie poradzić.




W poszukiwaniu szczęścia można nieco zgłodnieć ;) W ramach troski o ciało, mam dla Was dzisiaj ciekawą sałatkę, która zdecydowania sprzyja naszemu zdrowiu. Inspiracja stąd i stąd

Sałatka z wędzoną makrelą i sosem chrzanowym
(dla 4 osób)

500 g wędzonej makreli (waga kawałków pozbawionych skóry i ości)
2-3 pęczki natki pietruszki (potrzebujemy sporo ładnych listków)
4 jajka
1 średnia czerwona cebula, pokrojona w cienkie krążki
150 g soczewicy

Sos chrzanowy:
1 szklanka jogurtu naturalnego
1/4 szklanki startego chrzanu (można go zastąpić białą rzodkwią)
1 ząbek czosnku, zmiażdżony
1 łyżka soku z limonki
2 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz (do smaku, ja w ogóle ich nie dodałam)

Zaczynamy od przygotowania sosu. Mieszamy wszystkie składniki i odstawiamy na moment. Im dłużej postoi, tym lepiej, więc można go też przygotować dzień wcześniej i na noc włożyć do lodówki. 
Przygotowujemy makrelę, obieramy ze skóry i wyjmujemy ości. Dzielimy na nieduże kawałki. W sporej ilości lekko posolonej wody gotujemy soczewicę, około 20 minut i pilnujemy, żeby się nie rozgotowała. Kiedy soczewica jest gotowa i lekko przestudzona, nakładamy ją na talerze i posypujemy szczodrze listkami pietruszki, a potem dodajemy kawałki makreli i cebulę. Na koniec gotujemy jajka na półmiękko, przez około 5 minut i pokrojone w ćwiartki układamy na sałatce. Podajemy z sosem chrzanowym.














wtorek, 17 czerwca 2014

Jest takie miasto nad Atlantykiem... Marokańskie pulpety rybne i sos DOSKONAŁY.

Jest takie miasto nad Atlantykiem... Niemal zawsze wieje tam wiatr. Białe budynki z niebieskimi okiennicami, urokliwe wąskie uliczki, a wszystko otoczone murami stawiającymi czoło oceanowi. Wita nas brama, na której umieszczono symbole judaizmu, chrześcijaństwa i islamu obrazujące wielokulturowość i tolerancję panujące w tym niegdyś bardzo ważnym marokańskim porcie. To miasto bez samochodów. Jest za to mnóstwo kotów, które wylegują się w uliczkach i ani myślą ustąpić miejsca przechodniom. Jest również mnóstwo muzyki i za każdym razem mam tam ochotę tańczyć na ulicy. Gnawa, muzyka Berberów, reggae, muzyka z Mali i wielu innych miejsc rozbrzmiewa praktycznie na każdym rogu. Jest hippisowski luz i mnóstwo nawiązań do historii. Są czarujące riady i tarasy z widokiem na ocean, idealne na poranną jogę lub nastrojowy posiłek. Są tam również niewielkie galerie sztuki, pracownie lokalnych rzemieślników i przytulne kafejki. W tym przyjaznym mieście, które nieraz występuje w filmach, można wędrować po medinie słuchając opowieści przewodnika, można również upolować niezwykłą srebrną biżuterię i wybrać się na pyszny obiad lub kolację z rybami i owocami morza w roli głównej. Essaouira. Wietrzna księżniczka. Chciałabym tam teraz być...










Dzisiejsze pulpety to sposób na nudny filet. Odrobina przypraw i naprawdę ciekawy finał, bardzo mi smakowały :) Jednak prawdziwym hitem jest sos. Słodko - ostry, idealnie dobrane proporcje, jak dla mnie prawdziwy killer :) Jadłam go z pulpetami, maczałam w nim domowe frytki, a nawet, zupełnie już zimny wyjadałam łyżeczką ze słoika. Pychota. W dodatku w niesamowitym kolorze :) Mam zamiar przyrządzić go znowu i trzymać w lodówce, żeby później wykorzystać do mięsa z grilla. 




Marokańskie pulpety rybne z ostrym sosem i sałatką z ogórkiem i miętą  (przepis z książki Diane Henry Food From Plenty)

Pulpety rybne:
700 g filetów z białej ryby
3 łyżeczki kuminu
1/2 łyżeczki płatków chilli
3 ząbki czosnku, drobno posiekane
1/2 kiszonej cytryny, drobniutko pokrojonej
1 jajko, lekko ubite
garść posiekanej kolendry lub kolendry i pietruszki
sól, pieprz
mąka (tylko do formowania pulpetów)
olej do smażenia

Filety kroimy na nieduże kawałki i mieszamy z resztą składników (oprócz oleju i mąki). Całość rozdrabniany blenderem, tak, żeby można było formować pulpety, ale aby nie wyszła nam pasta. Po zblendowaniu wstawiamy rybną mieszankę do lodówki na jakieś 40 minut. Potem oprószamy dłonie mąką i przy pomocy łyżki formujemy z masy pulpety. Na patelni rozgrzewamy większą ilość oleju, jak na kotlety mielone, i smażymy pulpety przez około 10-15 minut. Odkładamy je potem na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, żeby pozbyć się nadmiaru oleju. Z podanych proporcji wyszło mi 12 średnich pulpetów.

Sos:
3 łyżki oliwy
2 czerwone papryki, pozbawione nasion, pokrojone na nieduże kawałki
1 średnia marchewka, pokrojona drobno
1 czerwona cebula, posiekana
1/4 łyżeczki szafranu
2 suszone papryczki chilli (w przepisie jedna czerwona papryczka chilli, wypestkowana, drobno pokrojona)
50 g cukru pudru
50 ml octu winnego
1/2 szklanki wody

Rozgrzewamy w garnku oliwę, wrzucamy chilli, zmniejszamy płomień i smażymy około 2 minut, aby zaromatyzować oliwę. Dodajemy paprykę, marchewkę i cebulę i smażymy je do miękkości. Potem dolewamy odrobinkę wody i gotujemy warzywa pod przykryciem około 10 minut. Następnie dodajemy szafran, cukier puder, ocet i 100 ml wody i na wolnym ogniu gotujemy jeszcze pod przykryciem przez około 15 minut. Kiedy warzywa ostygną, blendujemy je na gładki sos.

Sałatka ogórkowa z miętą:
4-6 zielonych ogórków średniej wielkości
garść posiekanej mięty
2 łyżki oliwy
4 łyżeczki cukru pudru
4 łyżeczki octu winnego

Ogórki obieramy z skórki, przecinamy wzdłuż na połowę i łyżeczką wybieramy środek z pestkami - niezła zabawa ;) Jednego ogórka zmarnowałam doszczętnie, ale trzeba przyznać, że sałatka się bardzo fajnie prezentuje...). Potem kroimy na kawałki i mieszamy z sosem z oliwy, cukru i octu oraz z posiekaną miętą. Sałatka gotowa.





czwartek, 12 czerwca 2014

Nareszcie w domu i kurczę w sam raz na weekend.

Moje ostatnie wojaże trochę się przeciągnęły. Wiele godzin za kierownicą, gorąco i zdecydowanie daleko od kuchni... Najpierw pustynia, nurkowanie i wieczory z przyjaciółkami, później egipska stolica, zakurzone i zatłoczone miasto, które z nadzieją i fajerwerkami powitało nowego prezydenta. Kiedy uwięziona w korku na moście miałam już ochotę przyłożyć kierowcy w samochodzie obok, zobaczyłam nagle... stado ogromnych baniek mydlanych :) Kair. Taka magia rzeczywistości :) A powroty do domu bywają niezwykle przyjemne... Można otworzyć butelkę czerwonego wina, nastroić sobie talerz z pysznymi czarnymi oliwkami, kawałkami sera i orzechami, usiąść wygodnie i udawać, że walizka z górą ciuchów do prania gdzieś na moment zniknęła :) Potem jeszcze zaległe odcinki ulubionego serialu (czemu, ach czemu ten przystojniak dał się zamordować...? WRRR !!!) i powrót do rzeczywistości, a zatem również do domowego jedzenia, za którym się już bardzo stęskniłam.




Dziś dzielę się z Wami przepisem na kurczaka z morelami według pomysłu Magdy Gessler. Wynalazłam go chyba ze dwa lata temu, wycięłam z jakiegoś kolorowego magazynu i trochę po swojemu zmodyfikowałam. "Kurczak z morelowego sadu" - tak się dokładnie nazywa, prawda, że ładnie? ;) Będzie smakował wszystkim, którym odpowiada połączenie mięsa i owoców, poza tym to dobry pomysł na użycie moreli do czegoś innego niż konfitury czy słodkie wypieki. Jeśli jednak wolicie słodkości, moje ulubione ciasto z morelami i tymiankiem (świetny duet!) znajdziecie tu.




Kurczak pieczony z morelami

1 kurczak (około 1.5 kg)
400 g moreli, wypestkowanych, przepołowionych
1 czerwona cebula, posiekana
2 łyżeczki słodkiej czerwonej papryki (suszonej)
2 łyżeczki cynamonu
100 g masła
6 ząbków czosnku, zmiażdżonych
4 łyżki miodu
sól i pieprz

Kurczaka solimy. Masło mieszamy z papryką i czosnkiem i nacieramy nim kurczaka. Morele mieszamy z posiekaną cebulą. Dodajemy cynamon, miód, pieprz i sól, do smaku. Napełniamy kurczaka morelowym farszem (tym, co zostanie, obsypiemy go tuż przed włożeniem do piekarnika) i zaszywamy skórę. Naczynie żaroodporne smarujemy masłem i wkładamy do niego kurczaka. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni, przykrywamy mięso folią aluminiową i pieczemy pod przykryciem około półtorej godziny. Następnie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze około 30 minut, aby kurczak ładnie się zrumienił, w tym czasie można go kilka razy polać sosem, który wytworzy się w czasie pieczenia. Podajemy z ryżem albo kaszą kuskus.





http://stokolorowkuchni.blox.pl/2014/07/Morelkowo-Brzoskwiniowo-6.html