-->

cover

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Tutaj proislamski troll...

Miało być chilloutowo, jeszcze w świątecznych klimatach. O noworocznym błogim popołudniu, grzanym winie, dobrym filmie i różowych piżamowych spodniach z printem w urocze zebry. Tymczasem zwrot o 180 stopni. Bo niektórzy z nas, ledwo skończyli śpiewać "Cichą noc, co pokój niesie ludziom wszem", a już założyli na fejsie wydarzenie pt. "Popchnij islamskiego imigranta.". Czytam, czytam i nie wierzę własnym oczom. Ten bożonarodzeniowy pokój jakoś szybko ludziom z głów wywietrzał: "Popchnij islamskiego imigranta. Pokaż mu, że nie jest mile widziany w Polsce (...) Po prostu bądźmy niemili dla emigrantów z krajów arabskich. Jeśli nie chcesz popychać po prostu patrz mu w oczy wrogo i odważnie (zachowuję oryginalną pisownię). (...) Okazujmy im niechęć na każdym kroku...". Nie wierzę w to, co czytam. Po prostu nie wierzę, a w głowie wyświetla mi się od razu obrazek znaleziony w internecie:




Czytam dalej. I jestem coraz bardziej wzburzona. Trudno mi uwierzyć w jad, który sączy się z postów i komentarzy. Każdy muzułmanin jest według nich ekstremalnym islamistą maltretującym kobiety i obcinającym głowy niewiernym. Czytam bzdurne (podobno koraniczne) uzasadnienia obrzezania kobiet i oglądam hurtem powklejane z Google obrazki obciętych głów i okaleczonych dzieci. Jest też mnótwo wyrwanych z kontekstu fragmentów Koranu, ba, są nawet "życzliwe" porady dla przyszłych małżonek muzułmanów. Nawet nie sądziłam, że w polskim społeczeństwie mamy aż tylu ekspertów od zasad, jakimi kieruje sie islam...  Wygląda mi nawet, że nasza wiedza o islamie jest o wiele głębsza od tej, która dotyczy wyznania dominującego w naszym kraju... Patrzę na hejterskie posty i komentarze i czuję się bardzo nieswojo.
Paradoksalnie, to uczucie nigdy nie towarzyszyło mnie, cudzoziemce i chrześcijance, kiedy miałam okazję spędzić kilka lat w arabskich krajach, wśród wyznawców tej "krwiożerczej" religii. Zastanawiające... W żadnych innych krajach nie zdarzyło mi się zostać zaproszoną na noc do zupełnie obcej rodziny, żebym nie musiała spędzić 15 godzin sama na dworcu kolejowym. W żadnych innych krajach nie zdarzało się, żeby nieznane mi osoby dzieliły się swoim często nawet bardzo skromnym posiłkiem, albo zapraszały na obiad do domu. Takich sytuacji, serdeczności, życzliwości i bezinteresownej pomocy było naprawdę bardzo wiele. A teraz jest mi wstyd, że niektórzy moi rodacy mówią mi, że okazując taką samą życzliwość uchodźcom, staję się proislamskim trollem (kto by to wymyślił...?), a do mordercy i gwałciciela już mi też całkiem niedaleko. Teraz czytam, że ludzie sobie życzą Wielkiej Polski Katolickiej... Moim zdaniem Polska była wielka jako kraj bez stosów, jako kraj, w którym ludzie różnych wyznań mogli ze sobą współistnieć w pokoju. Teraz wydaje mi się, że stajemy się powoli małym krajem małych ludzi...
Chcemy być tacy katoliccy? To dlaczego do diabła tych katolickich wartości, życzliwości, szacunku, miłosierdzia i chęci dialogu wcale nie widać w nienawistnych i obraźliwych komentarzach...? Nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby pisać o tym na blogu kulinarnym, ale kilka razy miałam już okazję wypowiedzieć się w kwestii uchodźców. Nie jestem wcale za tym, aby otwierać granice dla wszystkich bez wyjątku. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że nie wszystkich przybywających do Europy los zmusił do opuszczenia rodzinnych krajów. Uważam, że nasze państwo powinno zachować maksymalne środki ostrożności przy weryfikacji, kto powinien otrzymać zgodę na przyjazd. I chociaż nigdy nie ma 100% pewności, to jednak takie postępowanie jest możliwe... Powinniśmy jednak tak zwyczajnie zrozumieć, że naprawdę w tej rzeszy wędrującej przez Europę jest mnóstwo ludzi, którym wcale (wbrew temu co dziś czytam w co drugim poście) nie jest w głowie żadna święta wojna, którzy nie chcą dokonać obrzezania naszych córek ani też poobcinać nam głów. Są to ludzie, którzy w wyniku szaleństwa innych i wypaczenia założeń islamu stracili WSZYSTKO i teraz po prostu muszą gdzieś znaleźć nowy dom i zapewnić sobie warunki do życia... Mam wrażenie, że niektórym ta "nawałnica muzułmańskich najeźdźców" spędza sen z powiek bardziej, niż poczynania naszego rządu, które moim zdaniem zagrażają naszej wolności o wiele bardziej, niż kilka rodzin, które być może osiedlą się w naszym kraju... Nagle dowiaduję się, że w Polsce wszystko działa, jak powinno, mężczyźni i kobiety szanują się nawzajem, przemoc domowa nie ma w ogóle miejsca, a do tego bardzo dbamy o dobro naszych dzieci... Natomiast całą tę sielankę zrujnuje nam niewątpliwie horda muzułmańskich uchodźców, którzy z miejsca wprowadzą prawo szariatu, a potem sięgną po nasze głowy... Litości! Czy naprawdę taka jest dziś Polska...? Dziś, kiedy na naszych oczach realizują się scenariusze z filmów, kiedy światem targaja konflikty, kiedy rzesze ludzi muszą opuszczać miejsca, które kochają, bo dopada ich wojna i głód, my mówimy jedynie "Nie chcemy Was tutaj!"...?
Wiem, wiem, w Pakistanie można łatwo kupić syryjski paszport, do tego niektórzy mają nas gdzieś, bo chcą tylko do Niemiec, ale naprawdę, są ludzie, którzy bardzo potrzebują naszej pomocy, miski zupy, kąta do spania, dobrego słowa otuchy. Może mają inne tradycje, inne zwyczaje, może inaczej się modlą i ubierają, ale to są tacy sami ludzie jak my. Ani gorsi, ani lepsi, po prostu inni. I jeśli faktycznie bliskie są nam chrześcjańskie wartości, o których na całe gardło krzyczą na fejsbukowym wydarzeniu, zrobimy wszystko, aby w miarę naszych możliwości tym ludziom pomóc. Bo to właśnie znaczy być człowiekiem przez duże C. A poza tym... Świat tak szybko i tak bardzo się zmienia. Dziś jesteśmy tu, w ciepłych domach i wojujemy na internetowych forach manifestując nasz święty gniew, a często i ksenofobię... Co by było, gdybyśmy z dnia na dzień to wszystko stracili? Gdybyśmy musieli uciekać, jak ludzie, których tak bardzo teraz u siebie nie chcemy? Kto i gdzie otworzy nam wtedy drzwi...?

PS Jeszcze się dziś dowiedziałam, że "nacjonalizm to nic innego, jak czynny patriotyzm". Myślę, że "czynni patrioci" w naszym kraju mają jednak lepsze rzeczy do roboty niż tworzenie dziwnych fejsbukowych wydarzeń i nawoływanie do nienawiści... O ile oczywiście nie demolują stolicy... A teraz może coś na ukojenie skołatanych nerwów...? 


Mus czekoladowy ze śliwkami w whisky  (na podstawie przepisu Jamiego Olivera)

170 g dobrej gorzkiej czekolady (używam czekolady o 70% zawartości kakao)
50 ml śmietanki kremówki
6 jajek (osobno żółtka i białka)
40 g cukru pudru
200 g miękkich suszonych śliwek
80 ml whisky
50 ml soku pomarańczowego
starta czekolada, skórka pomarańczowa (opcjonalnie, do dekoracji)

W miseczce śliwki zalewamy whisky wymieszaną z sokiem pomarańczowym i odstawiamy na noc (w pokojowej temperaturze). Czekoladę topimy w kąpieli wodnej i chwilę studzimy. Żółtka z cukrem pudrem miksujemy na kremowy kogel mogel i łączymy go z czekoladą, a potem dodajemy śmietankę i całość dobrze mieszamy. Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę i w dwóch partiach dodajemy do masy czekoladowej, mieszamy delikatnie, aby mus był puszysty. Na dnie miseczek/szklanek/kieliszków układamy po kilka śliwek, a potem nakładamy mus czekoladowy (to przepis na 6 niedużych porcji). Miseczki zakrywamy folią i schładzamy mus 2-3 godziny (lub dłużej, aż stężeje). Przed podaniem możemy go udekorować śliwkami, skórką pomarańczową i wiórkami startej czekolady. Bardzo polecam na chwilę rozkosznej rozpusty :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz