-->

cover

sobota, 12 marca 2016

Oda do życia. Chleb. I bakłażan.

Oda do życia

Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,

powtarzając każdego dnia te same drogi,
kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia,
kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru,
kto nigdy nie rozmawia z nieznajomymi.

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu pasji,
kto zawsze przedkłada czarne nad białe i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, 
które powodują, że błyszczą oczy, że na twarzy pojawia się uśmiech,
że serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i uczuciami.

Powoli umiera ten, kto nie wywraca stołu,
kto jest nieszczęśliwy z pracy,
kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji marzeń,
kto nigdy, choćby raz w życiu, nie odłożył na bok racjonalności.

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje,
kto nie czyta, kto nie słucha muzyki,
kto nie znajduje dobra w sobie.

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną,
kto znikąd nie chce przyjąć pomocy,
kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i na deszcz, który pada.

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z projektu przed rozpoczęciem go,
kto nie pyta o to, czego nie rozumie,i nie odpowiada, kiedy zna odpowiedź.
Unikamy śmierci w małych dawkach, pamiętając zawsze, że bycie żywym domaga się długiego wysiłku
począwszy od prostej czynności oddychania.


Tylko płomienna cierpliwość poprowadzi cię do zdobycia wielkiego i wspaniałego szczęścia.

Pablo Neruda







Bakłażanowe pikle z południowych Indii  (przepis stąd)

1/2 szklanki oliwy
10 ząbków czosnku, bardzo drobno posiekanych
1/2 łyżki nasion kozieradki
1/2 łyżki ziaren kuminu
1 czerwona suszona chilli, pokruszona
1/2 łyżeczki nasion gorczycy
1 łyżeczka curry
5 cm kawałek imbiru, obrany i drobno pokrojony
1 i 1/2 łyżki kurkumy
2 zielone chilli, wypestkowane i pokrojone w cienkie paseczki
3 średnie bakłażany, pokrojone w małą kostkę
1 szklanka octu
1/3 szklanki wody
1 łyżka soli

W garnku z grubym dnem rozgrzewamy oliwę. Dodajemy kozieradkę i kumin, a po chwili czosnek. Trzeba uważać, żeby nie zbrązowiał i nie stał się gorzki! Podgrzewamy wszystko chwilę. Kolejno dokładamy gorczycę, pokruszoną czerwoną chilli i curry. Mieszankę przypraw smażymy na niedużym ogniu około 2 minut. Potem wlewamy do garnka ocet i wodę, wsypujemy sól, mieszamy i dorzucamy bakłażana, imbir, kurkumę i zielone chilli. Całość gotujemy na średnim ogniu, mieszając, 20 - 30 minut. Po ostygnięciu przekładamy bakłażany do słoików (zwykle wychodzą mi 3 x 300 ml) i trzymamy w lodówce. Kiedy próbujemy pikli zaraz po przygotowaniu, można się wystraszyć, że za bardzo "octowe". Jednak sprawdziłam razy kilka, ilość octu jest słuszna, a bakłażany najlepiej smakują, jak odczekają w słoiku tydzień. W mojej dzisiejszej wersji jest tylko łyżeczka kurkumy (akurat się kończyła...) i dlatego bakłażany nie są żółciutkie, jak zwykle. Kiedy pierwszy raz ich próbowałam, zastanawiałam się, co mi ten smak przypomina... Zajęło mi to chwilę, ale już wiem! Marynowane grzybki! Tyle, że z nutką curry :)




Irlandzki chleb na sodzie  (przepis tu i tu, zajrzyjcie również tutaj)

490 g mąki
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka soli
1 i 1/2 - 2 szklanki maślanki

Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i posypujemy mąką. Mąkę, sodę i sól mieszamy w misce, a potem dodajemy maślankę, tyle, żeby powstały wilgotne grudki. Staramy się jak najszybciej delikatnie je połączyć. Potem na blacie oprószonym mąką bardzo delikatnie wyrabiamy, a raczej formujemy (chodzi o to, aby nie odgazować ciasta, wszystko ma trwać około minuty) kulę. Kolejno formujemy płaski okrągły placek (średnica około 15 cm) i przekładamy go ostrożnie na blachę. Oprószonym mąką ostrzem noża robimy w chlebie nacięcie na krzyż i wkładamy do piekarnika. Pieczemy około 35 minut, aż chleb będzie złoty, a kiedy postukamy w jego spód, usłyszymy, jakby był pusty w środku. Jeśli wierzch upieczonego chleba wyda się nam zbyt twardy, możemy przykryć bochenek wilgotną ściereczką. Całkowicie go studzimy przed pokrojeniem. Najlepiej zaprosić kogoś na śniadanko i zjeść chleb w dniu upieczenia. Następnego dnia też jest dobry, ale skórka zdecydowanie twardnieje. Mój chleb nie mógłby nazywać się irlandzkim, bo zawierał więcej niż cztery przepisowe składniki - sypnęłam do ciasta 2 łyżeczki ziaren kuminu. Byłam bardzo zadowolona z efektu, więc jeśli macie ulubione przyprawy czy zioła, namawiam do eksperymentów!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz