-->

cover

środa, 2 marca 2016

Dzień każdy zrywaj jak owoc...

Właśnie wróciłam z Jaworzyny. Podobno wszystko, co dobre, szybko się kończy.. Dopowiadam sobie, że to z powodu mnóstwa fantastycznych rzeczy, które wciąż przed nami, żeby na wszystko wystarczyło nam czasu :) Dni, które spędziłam w kuchni na szczycie Jaworzyny Krynickiej, płynęły swoim specyficznym rytmem, rano był czas na śniadanie i kawę z widokiem (kilka razy mało nie wypadłam z okna zauroczona tym, co na horyzoncie!), a w "godzinach szczytu" czyli w porze wizyty zgłodniałych miłośników sportów zimowych, w kuchni naprawdę się działo. Od pierogów do oscypka, od kwaśnicy do placków po zbójnicku. Świetne miejsce, sympatyczni ludzi i dobra energia plus poczucie humoru w góralskiej wersji :) /Pani Zosiu, na pewno będę z zaangażowaniem szorować podłogi, coby "ćwiczyć warunki"... A potem zrobię moskole, hej! :) /




W ostatnim czasie przytrafiło mi wiele momentów, kiedy pomyślałam "chwilo trwaj!"... Były niesamowite, bajkowe górskie krajobrazy, były małe kolorowe ludziki pędzące jak szalone w dół po skrzącym śniegu, była księżycowa pełnia odcinająca się matowym złotem na tle granatowego nieba. Było mnóstwo fotograficznych zachwytów, był sernik, jak ten mojej Babci, konkretny, z rodzynkami, pachnący cytryną i pomarańczą. Były poranne mgły i polukrowane mrozem choinki, psy dokazujące na śniegu. Były wieczorne pogawędki i mnóstwo śmiechu. Były rozmowy o marzeniach. Były pewne brązowe oczy ;) Był też zdecydowanie tępy nóż (wrrrrr) i mój pierwszy angielski krem, choć przy jego ubijaniu na parze myślałam tylko, żeby to się jak najszybciej skończyło ;) Muszę jednak przyznać, że efekt końcowy warty był każdej minuty tego ubijania :)




Informacje o miejscu, w którym spędziłam ten dobry czas, możecie znaleźć tu. Polecam go serdecznie miłośnikom białego szaleństwa i fotografii, a także tym, którzy będą szukali pomysłu na letni weekend. Warto odwiedzić Krynicką Kolibę :) Ja z pewnością jeszcze się tam pojawię! A sympatykom góralszczyzny w wydaniu "fashion z przymrużeniem oka" proponuję odwiedziny tu. Skandal to młoda zakopiańska marka ubrań, ciekawe pomysły i świetne humorystyczne hasła :)




Żal było opuszczać Jaworzynę, ale taka już kolej rzeczy... Jeszcze czuję smak pożegnalnej łąckiej śliwowicy ;) Kiedy opróżniałam plecak, zamknęłam oczy i wtuliłam nos w mojego "kuchennego" t-shirta. Wędzony oscypek, kiszona kapusta i dym z ogniska... z takimi zapachami będzie mi się kojarzyć Koliba. I z atmosferą ciepłego domu. Ku mojemu zaskoczeniu, na koniec z plecaka wypadło... ziarenko kardamonu :) To niewątpliwie znaczy, że moja kuchnia i moje "stado" wciąż czekają na mnie gdzieś w świecie...
A zatem, wykorzystuj każdą chwilę, ciesz się tym, co masz tu i teraz, ale nie ustawaj w poszukiwaniu tego, co naprawdę Twoje... Dzień każdy zrywaj jak owoc... :)


Na Jaworzynie wymyśliłam sobie carpaccio z góralskim akcentem :) Słodkie i delikatne upieczone buraki postanowiłam połączyć z wędzonym oscypkiem, a całość potraktować pietruszkowo - orzechowym pesto. Efekt pysznościowy! Zamiast wędzonego oscypka, można użyć zwykłego, albo wykorzystać owczy ser bundz. W wersji "nizinnej" dopuszczamy mozzarellę :)


Carpaccio z pieczonych buraków i wędzonego oscypka

4-6 niedużych buraków
1 spory wędzony oscypek
garść grubo posiekanych orzechów włoskich (mogą być uprażone na suchej patelni)
1 duży ząbek czosnku, posiekany
2 garści posiekanej natki pietruszki
oliwa z oliwek
sól

Buraki dokładnie szorujemy (nie obieramy ze skórki), suszymy, każdy owijamy folią aluminiową i układamy na blasze. Pieczemy w temperaturze 190 - 200 stopni, aż będą miękkie. Chwilę to potrwa... Moje buraki piekły się dwie godziny. Po ostudzeniu obieramy je ze skórki i kroimy na cienkie plasterki. Podobnie kroimy oscypek. Orzechy, natkę i czosnek blendujemy na pastę (mogą w niej być większe kawałeczki orzechów) i dolewamy powoli oliwę, aby uzyskać pożądaną konsystencję. Solimy do smaku. Na talerzu układamy plasterki oscypka i buraków i skrapiamy pesto. Całość można jeszcze posypać posiekanymi orzechami.





Dlaczego będę tęsknić za Jaworzyną...?






































2 komentarze:

  1. Marta cudownie napisałaś! Mam nadzieje, że się odnalazłaś czego Ci życzę i Zapraszam do Poznania 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Gosiu <3 Poznań i obietnica Twoich makaroników wciąż mi chodzą po głowie, więc mam nadzieję, że w końcu przybędę! :)

      Usuń