-->

cover

środa, 9 sierpnia 2017

Summer is here...

Chłodno, szaro i ogrom wody z nieba. Wiatr w bonusie ;)
Trochę słońca i chmury o fantastycznych kształtach.
Długie spacery nad morzem. Raczej w wodoodpornej kurtce.
Pikniki na trawie. Czytanie książek w parku.
Niesforne wiersze, które wczesnym rankiem pukają do okien.
Kalosze do pary z kwiecistą sukienką.
Dużo dobrej muzyki.
Truskawki. I jeszcze więcej truskawek.
Ryba z frytkami na małej przystani i stado wrzeszczących mew.
Para, która spaceruje w deszczu z łaciatym zadowolonym psem.
I słychać tylko ich perlisty śmiech.


Lato w Szkocji.






Proste letnie jedzenie. Chrupiące skrzydełka plus doskonały sos. Pyszne na gorąco i na zimno, w sam raz na plenerowe posiadówki
z przyjaciółmi. Dobre z zestawieniu z fasolką szparagową, odrobinę podgotowaną i podsmażoną z chilli i czosnkiem.


Tajskie skrzydełka kurczakowe  (z książki Nigela Slatera "Real Food")

12 skrzydełek

Marynata - wymieszać dokładnie:
1 łyżka sosu rybnego
sok z 1 cytryny
1 łyżeczka brązowego cukru
2 duże ząbki czosnku, zmiażdżone
1 łyżka oliwy z oliwek

Sos:
6 łyżek octu ryżowego
4 łyżki brązowego cukru
1 łyżka ciemnego sosu sojowego
2 małe papryczki chilli, bez pestek, bardzo drobno pokrojone
1 łyżka drobno posiekanej świeżej kolendry
sok z limonki

Skrzydełka z marynatą odstawiamy przynajmniej na godzinę. Dobrze mi robi cała noc w lodówce, jeśli mamy na to czas. W rondelku doprowadzamy do wrzenia ocet z cukrem. Gotujemy kilka minut, aż zacznie gęstnieć. Potem zdejmujemy z ognia i dodajemy pozostałe składniki. Odstawiamy do ostygnięcia. Skrzydełka możemy grillować albo upiec w piekarniku (200 stopni, około 30 minut). Powinny być złociste i chrupiące. Pałaszujemy gorące albo na zimno. Podajemy z sosem. Porcja dla 3 osób.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz