-->

cover

piątek, 26 września 2014

Jabłko na weekend :)

Jabłko to owoc niezwykle poczciwy i można by powiedzieć, że odrobinę przez nas niedoceniony. Jednak na fali niedawnych wydarzeń większość społeczeństwa sobie o nim przypomniała i pojawiły się niezliczone akcje pod hasłem "Jedzmy jabłka!". Świetnie :) Możemy w ten sposób przynajmniej minimalnie wspomóc polskich sadowników, a do tego za niewielkie pieniądze przybędzie nam witamin. Jabłka sprawdzą się na słodko (kto nie kocha szarlotki ...?) , ale doskonale smakują również z mięsem czy serami. Niedawno upiekłam jedno z moich ulubionych jesiennych ciast z jabłkami i serdecznie Wam go polecam, bo przygotowuje się go bardzo szybko, jak muffiny, nie potrzebujemy nawet miksera, a ciasto jest pyszne i na jesienny spacer jak znalazł. Tym razem miałam jednak ochotę na jabłka w wersji słodko - słonej i dlatego dziś mam dla Was przepis na smakowite tarteletki z jabłkami i serem brie. Hipopotam również przyłącza się do akcji jabłkowego wsparcia i dlatego podam jeszcze dwa przepisy, na moje ulubione muffiny i ciasto z jabłkami i oliwą.  A nuż będziecie mieli ochotę na jabłkowy weekend...? :)








Tarteletki z jabłkami i serem brie  (inspirowane przepisem Marthy Stewart z książki "New Pies and Tarts")

Kruche ciasto:
Połowa porcji z tego przepisu (proponuję zrobić całą porcję i zamrozić połowę - wkrótce pojawi się przepis na kolejną wytrawną tartę i będzie jak znalazł ;)... )

Nadzienie:
3 duże jabłka, obrane ze skórki i pokrojone w kostkę
1 czerwona cebula, drobno posiekana
4 suszone figi pokrojone w plasterki (opcjonalnie)
garść posiekanych orzechów włoskich
1 łyżka oliwy
1 łyżka masła
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
150 g sera brie
1 łyżeczka brązowego cukru (opcjonalnie, do smaku)

Z podanych proporcji możemy upiec sześć tarteletek (ok. 8 cm średnicy) lub jedną dużą tartę (26 cm). Kruchym ciastem wylepiamy foremki, nakłuwamy widelcem spód i wkładamy do zamrażalnika na godzinę lub dłużej. Na patelni rozpuszczamy masło z oliwą, dodajemy cebulę, a kiedy się zeszkli, dokładamy jabłka i figi. Dodajemy tymianek i dusimy na małym ogniu, aż jabłka będą miękkie, ale nie będą się rozpadać. Próbujemy, możemy dodać brązowego cukru i zdejmujemy patelnię z ognia, żeby nadzienie ostygło. W piekarniku nagrzanym do 180 stopni podpiekamy tarteletki przez około 15 minut. Potem kroimy ser brie na nieduże kawałki i dodajemy je do jabłkowego nadzienia. Mieszamy i wypełniamy nadzieniem tarteletki, a każdą posypujemy jeszcze orzechami. Pieczemy w 180 stopniach przez mniej więcej 30 minut.






Muffiny jabłkowe Nigelli Lawson  (12-14 sztuk)

300 g jabłek, obranych i pokrojonych w niedużą kostkę
250 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
140 g cukru
60 ml jogurtu naturalnego
125 ml oleju
2 jajka

W jednym naczyniu (większym) mieszamy mąkę z cynamonem i proszkiem. W drugim naczyniu łączymy jajka, cukier, jogurt, olej i lekko ubijamy widelcem. Potem mokre składniki wlewamy do suchych, delikatnie mieszamy, dodajemy jabłka, znów delikatnie mieszamy, jedynie do połączenia składników i rozdzielamy masę równo do muffinkowych foremek. Możemy posypać muffinki kruszonką (2 łyżki mąki, 1 łyżka masła, 1 łyżka cukru)Pieczemy je w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 20 minut. Nie znam nikogo, komu by te muffinki nie smakowały :)




Ciasto mojej Mamy - z jabłkami i oliwą

4 jajka
1 szklanka cukru
2/3 szklanki oliwy
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka cynamonu
4-5 jabłek, obranych i pokrojonych w kostkę

Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę, a potem, nadal ubijając, stopniowo dodajemy oliwę. Mąkę przesiewamy i mieszamy z proszkiem, sodą i cynamonem i dodajemy do jajek. Ubijamy jeszcze chwilę na niskich obrotach, aż masa będzie gładka. Na koniec dodajemy jabłka, mieszamy i wlewamy całość do formy (np. okrągłej o średnicy 28 cm). Pieczemy w 175 stopniach przez 45 - 50 minut. Dla mnie to ciasto to tzw. siła prostoty. Oliwa nadaje mu charakterystyczny posmak, który bardzo lubię, a ponieważ masa jest gęsta, kawałki jabłek nie opadają na dno i ciasto ładnie wygląda po pokrojeniu. 





poniedziałek, 22 września 2014

Czas powrotów, czas papryki i ... o Volvo słów kilka ;)

Na początku września przyleciałam do Polski i kto wie, może nawet osiedlę się tutaj już na dobre... Ten miesiąc nie był niestety zbyt "kulinarny" - podróż, pakowanie, sporo załatwień i zamieszania, ale mam dla Was jeszcze wrześniowe pyszności ;) Pakowanie naturalnie nie było łatwe - a swoją drogą, jak przeliczyć wagę trzech lat życia? Z pomocą pospieszyły mi naturalnie linie lotnicze ze swoimi (i tak hojnymi) limitami, ale wiadomo, nie sposób było wszystkiego zapakować... Trochę drobiazgów podarowałam przyjaciołom, trochę "posłałam w świat" i  jakoś się udało. Swoją drogą chyba nie ma co się za bardzo przywiązywać do rzeczy, choć pewnie łatwo mi mówić, a jestem niepocieszona, że TEN talerz czy TA miseczka musiały jednak zostać na półce. Najwyraźniej pora na nowe :) Zdecydowanie natomiast będzie mi brakowało mojego samochodu, starego poczciwego Volvo, któremu niestraszny był ani off-road ani autostrada... Chyba nie tylko ja tak się przywiązałam do tego właśnie modelu. Przeglądałam strony z ogłoszeniami motoryzacyjnymi i... uśmiałam się serdecznie. Osoby, które chcą sprzedać "mój" model, wydają się oryginalne. Jedna z nich zamieściła 90 (!) zdjęć swojego samochodu, sesja z prawdziwego zdarzenia, Jura Krakowsko - Częstochowska, Volvo wśród traw, konie w tle... ;) Ktoś inny napisał ogłoszenie w formie długiego listu do przyszłego właściciela, deklarując, że do auta dołączy zapewne... swoją dziewczynę, która absolutnie się nie zgadza na sprzedaż. Wymienia też niezliczone zalety swojego samochodu, pisząc m.in. że w bagażniku spokojnie zmieszczą się "trzy ciała, wiadro z wapnem, łopata i kije golfowe..." (!) ... Zastrzega również, że samochód powinien pozostać czarny... ;) Rozumiem, że Volvo to nie tylko mój mały bzik ;) Jakiś fanklub można by założyć!




A w ramach powrotu do kuchni, proponuję Wam dzisiaj faszerowaną paprykę. Papryka jest teraz niedroga i naprawdę pyszna, mnóstwo smakowitości można z niej przygotować (pamiętacie zacuskę ?). Chwila roboty i już możemy się rozkoszować małym conieco ;)




Papryki faszerowane kuskusem, fetą i rodzynkami

6 papryk
100 g kaszy kuskus
1 duża czerwona cebula
duża garść rodzynek
garść posiekanej natki pietruszki
150 g sera feta
oliwa
sól, pieprz

Papryki przekrawamy na pół, usuwamy gniazda nasienne, smarujemy delikatnie oliwą i układamy na blasze. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni około 15 minut. Rodzynki zalewamy wrzątkiem, odcedzamy po 10 minutach. Kaszę kuskus wsypujemy do płaskiego naczynia, zalewamy wrzątkiem (140 ml) i dodajemy 2 łyżki oliwy, szybko mieszamy. Naczynie przykrywamy i odstawiamy na 15 minut, a potem mieszamy kuskus widelcem, ma być sypki, może się wydawać suchy, ale o to chodzi. Drobno pokrojoną cebulę szklimy na oliwie, potem dodajemy rodzynki i całość mieszamy z kuskusem. Dorzucamy do niego jeszcze pietruszkę i fetę pokrojoną na drobne kosteczki i doprawiamy solą i pieprzem, ewentualnie odrobiną oliwy. Tak przygotowanym kuskusem wypełniamy podpieczone papryki i wkładamy je z powrotem do piekarnika na 30 - 40 minut. 








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...