-->

cover

środa, 10 grudnia 2014

Życie zmiennym jest, a śledzik zawsze dobry :)

Z grudniem przywitałam się ekstremalnie. Dosłownie. Ledwo wyszłam z domu i już wywinęłam orła. Za to w jakim pięknym stylu ;) Nadałoby się to widowisko z pewnością do show typu "on ice"... A z przyjemniejszych rzeczy - rozpoczęło się wertowanie książek kucharskich i czasopism, żeby poszukać inspiracji przed Bożym Narodzeniem. Popełniłam też niezwykle smakowite ciasto, wymarzone na święta i już niedługo Wam o nim napiszę.




Tymczasem piję mocną herbatę z odrobiną mleka, z wielkiego kubka i otulona ciepłym swetrem patrzę z kuchni na ogródek, a właściwie podziwiam niebo, którego kolor co i rusz się zmienia. W listopadzie planowałam zmiany i już się zaczęło... Mikołaj przyniósł mi nowe widoki za oknem, nową rzeczywistość i naturalnie nowe wyzwania. Zapowiada się ciekawie, ale najważniejsze, że otoczenie jest bardzo przyjazne :) Zmiany bardzo mnie cieszą, nawet jeśli idą w parze z jakąś formą straty... Dlatego zanim dotrzemy do przepisu, mam jeszcze dla Was jeden z moich ulubionych wierszy, który najbardziej mi się podoba w oryginale:

One Art

The art of losing isn't hard to master;
so many things seem filled with the intent
to be lost that their lost is no disaster.

Lose something every day. Accept the fluster
of lost door keys, the hour badly spent.
The art of losing isn't hard to master.

Then practice losing farther, losing faster:
places, and names, and where it was you meant
to travel. None of these will bring disaster.

I lost my mother's watch. And look! My last, or
next-to-last, of three loved houses went.
The art of losing isn't hard to master.

I lost two cities, lovely ones. And, vaster,
some realms I owned, two rivers, a continent.
I miss them, but it wasn't a disaster.

- Even losing you (the joking voice, a gesture
I love) I shan't have lied. It's evident
the art of losing's not too hard to master
though it may look like (Write it!) like disaster.

Elizabeth Bishop




Przepis na śledzie z daktylami wynalazłam w ubiegłym roku u Ewelajny i zapałałam do nich płomiennym uczuciem ;) Moje śledziowe upodobania są powszechnie znane, gdybym mogła, to upiekłabym i sernik ze śledziem... Po śledziach curry i śledziach z buraczkami mojej Mamy przyszła pora na korzenne śledzie z daktylami, które będą doskonałą przekąską na Boże Narodzenie, choć smakują tak samo wyśmienicie również o innych porach roku.


Korzenne śledzie z daktylami

10 solonych śledziowych filetów
2 posiekane cebule
20 daktyli, pokrojonych w krążki, jak oliwki

Olej:
1 szklanka oleju
4 ząbki czosnku, drobniutko posiekane
2 pokruszone liście laurowe
2 czubate łyżeczki mielonej słodkiej papryki
7 ziarenek pieprzu, 7 ziarenek ziela angielskiego i 7 goździków
po 10 ziarenek kolendry, gorczycy, jałowca
pół łyżeczki cynamonu

Zaczynamy od przygotowania aromatycznego oleju, warto to zrobić nawet 2-3 dni wcześniej. Wszystkie przyprawy kruszymy w moździerzu (nie musi być na proszek) i mieszamy z liściem laurowym, czosnkiem, papryką i cynamonem. Taką pastę zawijamy w gazę i naszą "sakiewkę" zalewamy w słoiku olejem. Zakręcamy i odstawiamy w ciepłe miejsce. Im dłużej olej postoi, tym lepiej, powinien mieć ładną bursztynową barwę i pięknie pachnieć. Śledzie moczymy w wodzie, kilka godzin lub całą noc, a potem tniemy na kawałki wielkości kęsa i układamy w słoiku na przemian z cebulą i daktylami. Całość zalewamy korzennym olejem. Słoik wstawiamy do lodówki, na przynajmniej 3 dni. Polecam przygotowanie podwójnej porcji :)




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz