-->

cover

niedziela, 21 grudnia 2014

Trufle czyli świąteczny prezent last minute i chwila w ogrodzie.

Nie znoszę prezentów takich jak świąteczne zestawy kosmetyków czy słodyczy. Nie lubię wybieranych w pośpiechu "gotowców", którymi można by właściwie obdarować każdego. Do świątecznych podarunków warto się dobrze przygotować. Znam ludzi, którzy przez cały rok polują na sympatyczne drobiazgi dla bliskich i gromadzą je w "prezentowych szufladach". Czasami, czy to gdzieś w dalekiej podróży, czy spacerując po ulicach dobrze nam znanego miasta, można się natknąć na rzeczy, które sprawią radość przyjaciołom lub komuś w rodzinie. Bardzo lubię takie okazje. Warto się więc rozglądać, ale warto też uważnie ludzi słuchać, żeby gdzieś mimochodem dowiedzieć się, co sprawiłoby im przyjemność... Wszyscy wiemy, że tak naprawdę w święta najbardziej liczy się pamięć i fajne pomysły. Ja bardzo lubię prezenty własnoręcznie zrobione, a z oczywistych względów przepadam wręcz za upominkami do schrupania. Słodkie czy słone, nieważne. Istotne, że komuś się po prostu chciało i przygotował je specjalnie dla mnie, wkładając w to kawałek swojego serducha. Dobrym pomysłem na prezent dla tych, co to już wszystko mają i kochają czekoladę są moje dzisiejsze trufle. Ja również przygotowałam je w ramach choinkowej niespodzianki. Mam nadzieje, że osoba, która je ode mnie dostanie, ucieszy się... :) A przygotowywanie tych trufli, topienie czekolady, krojenie i podjadanie suszonych owoców przy słuchaniu świątecznej muzyki jest fantastycznym zajęciem :)






Trufle czekoladowe z suszonymi owocami i rumową nutką  (około 30 sztuk)

250 g dobrej gorzkiej czekolady (moja miała 70% kakao)
150 ml śmietanki kremówki
2 łyżki zmielonych migdałów
120 g suszonych owoców, drobno posiekanych (u mnie śliwki, morele i żurawina)
odrobina rumu (lub innego ulubionego alkoholu, ilość zależy od naszych upodobań)
do obtoczenia: mielone migdały, posiekane migdały lub orzechy laskowe

Czekoladę topimy w kąpieli wodnej, zdejmujemy z ognia i dodajemy do niej kremówkę. Mieszamy, aż dobrze się połączą i dodajemy suszone owoce, zmielone migdały i alkohol do smaku. Całość wlewamy do płaskiego naczynia, wyrównujemy powierzchnię masy czekoladowej i odstawiamy w chłodne miejsce lub do lodówki na około godzinę. Potem łyżeczką nabieramy porcje czekoladowej masy i formujemy kulki (mniej więcej kulki, nie muszą mieć regularnego kształtu) wielkości orzechów włoskich. Na końcu obtaczamy trufle w migdałach, zmielonych lub posiekanych, albo w orzechach laskowych. Czekoladki ładnie się prezentują w malutkich papierowych papilotkach, albo po prostu ułożone w świątecznej puszce. Przechowujemy je w chłodnym miejscu.




Nic nie wskazuje na białe święta w mojej okolicy... Można się za to wybrać do ogrodu i tam właśnie powstały fragmenty truflowej sesji ;) Słońca niestety brakowało, było za to dużo zieleni, królicze norki i przebiegający tu i ówdzie biały terrier... Nic, tylko z talerzem trufli poszukać Szalonego Kapelusznika, który na pewno gdzieś w okolicy urządza podwieczorek :) Pamiętacie? Tylko wariaci są coś warci :) 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz