-->

cover

piątek, 25 listopada 2016

O nocnym siedzeniu w garach i popołudniowych spacerach :)

Jesienna opowieść ma swoją zwyczajową kolejność... Feeria kolorów i ciepłe, słoneczne popołudnia powoli ustępują miejsca szarym godzinom...






Były więc spacery po parku, skoki przez kałuże i szukanie najpiękniejszych liści :)




Były momenty nostalgiczne...






I podziwianie wspaniałego księżyca...




Była też, pierwsza od dawna, nocna sesja kuchenna :) W towarzystwie ostatniej płyty nieodżałowanego Leonarda Cohena, a potem jeszcze mojego ulubionego albumu Magdy Umer. Pachniały grillowane warzywa i nasiona kolendry i kuminu prażone na patelni... Kroiłam cebulę, siekałam miętę i kolendrę, wąchałam aromatyczną masalę i... znowu wszystko było tak, jak być powinno. Wiecie, taka mała kitchen therapy ;) A potem... cóż. Zmywanie ;)




Bakłażan grillowany z papryką i kuminem

2 bakłażany, pokrojone w sporą kostkę
2 czerwone papryki, pokrojone na kawałki
1 puszka ciecierzycy, odsączonej i opłukanej ze skórek (trzeba ją zalać wodą w płaskim naczyniu i obrać skórki)
1 główka czosnku, nieobrane, ale pooddzielane ząbki
2 łyżeczki nasion kuminu
1-2 łyżki harissy (pikantnej marokańskiej pasty na bazie chilli i czosnku - dawkowanie zależne od Waszych upodobań)
4 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki octu balsamicznego
garść posiekanej świeżej kolendry

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni (górna grzałka lub grill). Na blasze wyłożonej folią aluminiową układamy kawałki bakłażany i papryki i nieobrane ząbki czosnku. W miseczce mieszamy oliwę mieszamy z nasionami kuminu, harissą i octem balsamicznym. Całością skrapiamy warzywa na blasze. Pieczemy, aż będą miękkie, mieszając co kilka minut, żeby dobrze się pokryły oliwą. Pod koniec pieczenia dodajemy jeszcze na blachę ciecierzycę, znów mieszamy i po około pięciu minutach wyciągamy z piekarnika. Przekładamy całość do miski, polewamy oliwą, solimy do smaku i posypujemy posiekaną kolendrą. Dobre na ciepło, dobre w temperaturze pokojowej. To przepis na 4-6 porcji. Nie ma jak rozpływający się w ustach bakłażan i słodkawy, kremowy upieczony czosnek... Osobiście przepadam!








Sałatka z pieczoną papryką, ciecierzycą i kozim serem  (przepis z książki Claudii Roden "Arabesque")

4 duże czerwone papryki, upieczone i obrane ze skórki 
300 g koziego twarożku
1 puszka cieciorki, odsączonej i opłukanej
4 łyżki oliwy z oliwek (3 łyżki do ciecierzycy, 1 do sera)
3 zmiażdżone ząbki czosnku (2 do ciecierzycy, 1 do sera)
1 łyżka suszonego oregano
sok z połowy cytryny
sól i pieprz

Papryki możemy upiec wcześniej. Obrane ze skórki i ostudzone kroimy w paski, a potem delikatnie łączymy z ciecierzycą i dodajemy oliwę, sok z cytryny, czosnek, 1/3 łyżki oregano oraz sól i pieprz do smaku. Odstawiamy na chwilę "do przegryzienia". Kozi ser mieszamy z oliwą, czosnkiem i resztą oregano. Sałatkę aranżujemy na talerzach wedle fantazji :) Z tego przepisu przyrządzimy cztery porcje. Siła prostoty, a efekt jest :)





Curry z dynią i ciecierzycą  (wg przepisu Jamiego Olivera)

1 nieduża dynia (ok. 1,3 kg), obrana ze skórki i pokrojona w średnią kostkę
2 czerwone cebule, posiekane
6 ząbków czosnku, pokrojonych w plasterki
pęczek świeżej kolendry, posiekany (osobno natka i łodyżki)
2 puszki cieciorki, opłukanej i obranej ze skórki
1 puszka posiekanych pomidorów
2 puszki mleka kokosowego
4 cm kawałek imbiru, starty
1-2 papryczki chilli, pokrojone w paseczki
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka nasion gorczycy
2 łyżeczki garam masala
olej
sól

W garnku rozgrzewamy trochę oleju. Dodajemy cebulę, czosnek i chilli i podsmażamy, aż cebula będzie miękka i szklista. Potem dokładamy gorczycę, masalę i posiekane kolendrowe łodyżki i podsmażamy około 3 minut. Następnie dodajemy kurkumę, pomidory i mleko kokosowe. Zagotowujemy całość, a potem dodajemy pokrojoną dynię i ciecierzycę i na małym ogniu pod przykryciem gotujemy około 45 minut, a potem jeszcze jakieś 10 minut bez pokrywki, żeby sos zgęstniał. Solimy do smaku. Podajemy z ryżem, posypane posiekaną kolendrą. Pyszne! Kremowe i sycące, prawdziwy comfort food. Jeszcze lepsze następnego dnia, więc warto ugotować wcześniej. Porcja dla 6 osób.







Dukkah czyli egipska mieszanka orzechowo-przyprawowa  (wersja Hugh Fearnley-Whittingstalla z River Cottage)

garść orzechów laskowych, uprażonych na suchej patelni, a potem obranych ze skórek
1/2 łyżki nasion kuminu
1 łyżka nasion kolendry
2 łyżki sezamu
1/2 łyżeczki pokruszonych płatków chilli
1/2 łyżeczki soli morskiej
mała garść (ok. 10 listków) świeżej mięty, drobno posiekanej

Orzechy siekamy drobno. Na suchej patelni prażymy nasiona kuminu i kolendry, na małym ogniu, około minuty, aż zaczną pachnieć. Potem prażymy sezam, aż będzie jasnozłoty. Ziarna kolendry i kuminu rozgniatamy brzegiem dłoni, albo w moździerzu. Wszystkie składniki mieszamy i przekładamy do szczelnie zamknętego pojemnika. Im szybciej zużyjemy, tym lepiej. W Egipcie maczałam dobry chleb w oliwie, a potem w dukkah. Teraz bardzo lubię posypywać tą mieszanką serek wiejski albo jajka na twardo. 





Po nocy spędzonej w kuchni i zasłużonej porannej drzemce, przy pysznej pogodzie wybrałam się oglądać końcówkę jesiennej opowieści. To piękny czas, kiedy jesień idzie już pod rękę z zimą. Przejrzyste powietrze, oszronione wzgórza i ścieżki i fantastyczne, łagodne światło popołudnia :)








Trzeba się spieszyć, łapać ostatnie łaskawe promienie słońca i  wędrując oglądać zmieniające się niebo...






Nie pamiętam, gdzie przeczytałam, że późna jesień to pora, której niezwykłe piękno ma nam pokazać, że pewne rzeczy warto odpuścić, że one po prostu muszą minąć, nawet, jeśli to dla nas trudne. Bo natura zatoczy krąg. Ogołoci, zmrozi, wychłoszcze zimnym wiatrem, ale potem znów będzie pięknie. Zawsze.






I odpuszczam. Oddycham. Zimne powietrze orzeźwia i daje siłę. Pod moimi stopami chrupią liście. Cudowna pora dnia :) 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz