-->

cover

poniedziałek, 5 grudnia 2016

A jak smakuje twoje "kocham" ?

Obudziłam się zmęczona. Wiadomo, feel good Monday ;) Wyjęłam z szuflady parę skarpetek i zaraz się okazało, że dwie lewe... Nastąpił więc powrót w stronę komody, żeby odszukać skarpetkę prawą, którą i tak w półśnie założyłam potem na lewą stopę :) Pomarudziłam trochę pod nosem, ale potem dobra kawa wespół z widokiem z okna znacząco poprawiły mi nastrój. Kilka stopni na minusie, na niebie błękit, a na posrebrzonej trawie kładły się ładnie długie cienie drzew pobliskiego parku. Oczywiście należało wyjść i podziwiać te poranne cuda. Cudnie (jakkolwiek chłodno) było jednak tylko do zrobienia czwartego zdjęcia, po którym baterie w moim aparacie odmówiły dalszej współpracy. C'est la vie... A ja w sumie zupełnie nie o tym chciałam... ;)
Ostatni wieczór upłynął mi na "great Scottish bake off" i na pisaniu świątecznych życzeń. Co prawda dobrze mi było z jesienią w tle i jakoś się broniłam przed "Jingle Bells" co to się rozdzwoniły już po Wszystkich Świętych, ale teraz już chyba pora na gwiazdkowy nastrój :)




Pisanie życzeń było baaaaardzo przyjemne. W sumie wstyd, ale już nie pamiętam dokładnie, kiedy ostatni raz wysyłałam kartki na święta. Może ze dwie, trzy, zwykle pisane w pośpiechu. Tym razem miałam cały wieczór, dwa ulubione pióra (Magdo i Grzegorzu - buziaki, bo to dzięki Wam...) i oczywiście stosik kartek, które kupiłam kilka dni temu. Pisanie piórem to rozkosz :) Równa niemalże delektowaniu się moją ukochaną gorzką czekoladą... Mam swoje atramenty - turkusowy i czarny i zawsze się cieszę. kiedy w spokoju, z kubkiem dobrej herbaty mogę usiąść przed białą kartką i pomyśleć dokładnie co i komu chciałabym z okazji Bożego Narodzenia powiedzieć. Kartki pofrunęły dziś w świat i mam nadzieję, że adresaci się ucieszą :)




A zanim zaczęłam pisać, zamoczyłam w rumie nieco bakalii ;) Już pewnie wiecie, że bardzo lubię i dostawać i dawać własnoręcznie przygotowane prezenty, a wysyłanie słodkości na Gwiazdkę stało się już właściwie moim zwyczajem.
Zastanawialiście się kiedyś, jaki smak ma Wasze "kocham"? Takie pytanie snuło się za mną od kilku dobrych dni, choć właściwie w moim przypadku odpowiedź jest prosta. U mnie "kocham" to jabłka z cynamonem i naturalnie głęboki smak dobrej gorzkiej czekolady. To tak uniwersalnie. A sezonowo...? W okresie świątecznym moje "kocham", "tęsknie", "życzę Ci pięknych świąt" będą smakowały jak trzytygodniowe gwiazdkowe keksiki, które upiekłam w ostatnią noc. Wysłałam je już do tych, którzy planowali Boże Narodzenie z rodziną, a w ostatniej chwili okazało się, że nie ma takiej mozliwości... Małe słodkości lecą również do Indii, a poza tym obdaruję nimi moich znajomych, sąsiadów i przyjaciół.




Mam jeszcze w przedświątecznym planie dwa ciasta, trufle i śliwki w czekoladzie. Wiadomo, czekoladowej rozkoszy nigdy dość :) Tymczasem keksiki były pomysłem "last minute" i powstały z przepisu na ciasto dla cierpliwych , który nieco tylko zmodyfikowałam. Dodałam bakalii i czekolady, dolałam rumu :) Poza tym, zamiast w tradycyjnej foremce z kominkiem, upiekłam keksiki w fomie do muffinów, ale w wersji "jumbo" czyli raz większej niż zwykła foremka. W sumie wyszło mi ich 18.


Trzytygodniowe gwiazdkowe keksiki

2 szklanki brązowego cukru
2 szklanki gorącej wody
2 łyżki masła
1 i 1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki mielonego ziela angielskiego
450 g bakalii (rodzynki, żurawina, morele, skórka pomarańczowa)
150 g gorzkiej czekolady, posiekanej na kawałki
2 łyżeczki sody
3 szklanki mąki
rum

Bakalie zalewamy rumem i odstawiamy na dwie godziny. Potem w garnku mieszamy gorącą wodę z cukrem, masłem solą, przyprawami i bakaliami (nie odsączamy ich!). Zagotowujemy całość, po czym od razu zmniejszamy płomień i na małym ogniu gotujemy jeszcze pięć minut. W tym czasie dodajemy do garnka jeszcze sodę wymieszaną z łyżką gorącej wody, ale już nie mieszamy całości. Po pięciu minutach zdejmujemy garnek z palnika i czekamy, aż nasza mikstura osiągnie temperaturę pokojową, żeby dodać mąkę i dobrze wymieszać. Na koniec dodajemy jeszcze rum (ilość wedle Waszego uznania, ja dodałam sporo) i czekoladę. Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni. Foremki smarujemy masłem i wysypujemy bułką. Pieczemy do suchego patyczka - moje keksiki były gotowe po 30 minutach. Po upieczeniu wyjmujemy je z foremek, a kiedy całkiem ostygną, owijamy każdy papierem do pieczenia, a potem folią aluminiową. Później ukrywamy nasze małe pyszności w chłodzie i czekamy do Wigilii :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz