-->

cover

czwartek, 6 marca 2014

Herezja po prowansalsku i powrót weny twórczej

Marzec jakoś tak mi się zaczął bez weny... Nie bardzo wiedziałam, jak się zabrać do pisania, a przede wszystkim właściwie do fotografowania, bo moja kuchnia w fazie powstawania nie jest jeszcze szczególnie zasobna w naczynia, które sobie umyśliłam do kolejnych sesji. W kuchni tymczasem trochę się działogrzeszne ciasto czekoladowe upiekłam trzy (!) razy na wyraźne żądanie tych, co to się w nim absolutnie zakochali. Była też kontynuacja indyjskiego zauroczenia czyli curry w dwóch warzywnych wersjach i sałatka ziemniaczana, o której niebawem. 
Poszłam sobie na kawę do Costa Coffee i zamówiłam z ciekawości (no dobrze i z łakomstwa też...) ciasto czekoladowe, które okazało się kompletną klęską. Prezentowało się owszem, owszem, ale było zupełnie pozbawione smaku, a czekolady nikt by tam nie wyczuł. Młody kelner, który przyszedł zapytać, czy ciasto mi smakuje, był zaszokowany moją opinią i nie pokazał się już, nawet z rachunkiem wysłał kolegę ;) Żeby sobie zrekompensować nieudany (i wcale nie tani) deser, wybrałam się na targ warzywny i tym sposobem wena powróciła, a plan na wieczór się wyklarował. Nie mogę się oprzeć dorodnym, błyszczącym bakłażanom i cudownym mięsistym paprykom, uwielbiam delikatną cukinię. A w szufladzie od jakiegoś czasu leżał przepis do wypróbowania. Ratatouille. Francuski warzywny gulasz pachnący Prowansją.
Postanowiłam przygotować ratatouille wg przepisu mamy Helene Dujardin. Helene prowadzi blog Tartelette , robi niesamowite zdjęcia i uczy fotografii kulinarnej. A jej mama podzieliła się z czytelnikami swoim przepisem na ratatouille zastrzegając skromnie, że nie ma żadnego profesjonalnego przygotowania, prezentuje jedynie rodzinną recepturę. Mówiła, że każdy kucharz w Prowansji ma swoja wersję ratatouille, którą naturalnie uważa za jedynie słuszną. Ach, ci Francuzi ;) Wspominała też o sąsiadce, która czyjś sposób gotowania ratatouille nazwała herezją :) Niepozbawiona poczucia humoru mama Helene stwierdziła na koniec, że herezją może być jedynie gotowanie czegoś, co finalnie nie zostanie zjedzone - i tego się trzymajmy :)



Dziś po południu siedziałam sobie na balkonie z miseczką ratatouille i bagietką nucąc Heaven, I am in heaven... To jest naprawdę bardzo dobre :)




Ratatouille

1 cebula, posiekana
1 bakłażan, pokrojony w kostkę
3-4 cukinie, pokrojone w półplasterki (moje cukinie były małe, użyłam sześciu)
1 czerwona papryka
1 zielona papryka (kupiłam żółtą)
4 pomidory (obrałam ze skórki, pokroiłam w kostkę)
1 puszka pomidorów (zamiast pomidorów w puszce użyłam 3 dodatkowych świeżych)
5 ząbków czosnku (można użyć całych, ja pokroiłam je na dość grube plasterki)
zioła prowansalskie (użyłam 1 szczodrej łyżki)
sól, pieprz
oliwa

Rozgrzewamy oliwę i szklimy cebulę. Dokładamy bakłażana i smażymy na złoto (w moim garnku było to trochę trudne, następnym razem cebulę i bakłażana podsmażę na patelni, a potem całość przełożę do garnka, jako że potrzebne nam naczynie z pokrywką). Dolewamy odrobinę oliwy i dokładamy do bakłażana cukinie, pomidory, czosnek i paprykę. Dodajemy sól, pieprz i zioła prowansalskie. Nie mieszamy. Pod przykryciem na średnim ogniu gotujemy warzywa około 15 minut, potem mieszamy całość i dalej pod przykryciem gotujemy na małym ogniu 30-40 minut. Ostatni etap to 20-30 minut gotowania na małym ogniu, aby nasze danie jeszcze trochę odparowało.
Ratatouille można podać na wiele sposobów, na ciepło i na zimno, jako warzywny dodatek, danie głównie z pieczywem albo na przykład z jajkiem sadzonym. Smakuje naprawdę wyśmienicie - jak lato w Prowansji :)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz