-->

cover

wtorek, 18 marca 2014

Smak szczęścia

Czytam książki kulinarne do poduszki. Zupełnie jak powieści. Nigdy mi się to nie nudzi. Wiem, że dziś tak naprawdę jednym kliknięciem można otworzyć tysiące przepisów w internetowej otchłani bez dna, ale ja tak staromodnie uwielbiam papier, pewien porządek, spisy treści i możliwość zaznaczania tego, co mi najbardziej przypada do gustu. A strony na pewno nazajutrz nie znikną... Moje książki pełne są zakładek i żółtych karteczek z notatkami, bo usilnie staram się powstrzymać od pisania na marginesach... I żałuję tylko, że nie mogę ich wszystkich ze sobą zabierać, kiedy podróżuję, bo zawsze brakuje mi akurat tej, której nie wzięłam ;)
Uważam, że dobrymi przepisami należy się dzielić. Żywot nasz jest relatywnie krótki, więc jeśli coś nam szczególnie zasmakuje, podzielmy się tym odkryciem z resztą populacji ;) Ci, którzy mnie trochę już znają, wiedzą, że nie tylko dzielę się przepisami, ale również  z ogromną przyjemnością przygotowuję przyjaciołom ulubione smakołyki (wiem, wiem, puttanesca się trochę spóźnia...). Dziś publikuję przepis znaleziony w Food from Plenty, niezwykłej książce kucharskiej, która towarzyszy mi od kilku wieczorów i w której jestem absolutnie zakochana. 300 apetycznych stron, potrawy przygotowywane z tego, czym nas akurat matka natura obdarza, mnóstwo pomysłów na wykorzystanie tego, co nam zostało z obiadu. Warzywa, owoce, mięso. Żadnych dziwactw, co w dobie dzisiejszego kulinarnego szaleństwa jest dość niezwykłe. Książka, z której mam ochotę wypróbować co drugi przepis :) 
Zatem czytam sobie książkę do poduszki. Lody truskawkowo-różane. To brzmi dobrze. Uwielbiam truskawki. I mam akurat kilogram. W lodówce jest kremówka. I nie potrzeba maszynki do lodów :) Po 10 minutach jestem w kuchni, kroję truskawki, ubijam kremówkę. Przygotowywanie tych lodów jest rozkoszne. Nie wiadomo, czy wyjadać kremówkę czy raczej obłędne truskawkowe puree - przyznaję się do obu przestępstw :) Noc zaliczamy do nieprzespanych, bo lody po przygotowaniu trzeba jeszcze kilka razy wyjąć z zamrażalnika, ale kiedy po południu nałożyłam sobie (a jakże) szczodrą porcję i spróbowałam, pomyślałam: SMAK SZCZĘŚCIA !!!  Koniecznie musicie sobie te lody przygotować :)




Lody truskawkowo-różane  (przepis z książki Diane Henry "Food from Plenty")

450 g truskawek
sok z 1/2 cytryny (dodałam soku z 1 limonki)
120 g cukru
5 łyżek wody różanej (dzięki niej lody mają ciekawy, kwiatowy posmak, ale myślę, że nie jest niezbędna)
250 ml schłodzonej śmietany kremówki

Truskawki kroimy na małe kawałki, mieszamy z cukrem, wodą różaną i sokiem z cytryny. Odstawiamy na godzinę, żeby puściły sok, a potem dokładnie miksujemy całość blenderem.
Kremówkę ubijamy i dodajemy do niej truskawkową mieszankę. Mieszamy dokładnie, można delikatnie zmiksować. Całość przekładamy do płaskiego pojemnika i wkładamy do zamrażalnika. Autorka przepisu radzi, żeby potem 3-4 razy, co kilka godzin, wyjąć pojemnik i dokładnie przemieszać lody widelcem. Truskawkowa mieszanka najszybciej zamarza na brzegach, więc to, co zamarznięte zgarniamy do środka, żeby lody się równomiernie schłodziły. Ja w sumie wyjęłam lody trzy razy, co półtorej godziny, zupełnie wystarczyło.

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz