-->

cover

wtorek, 10 grudnia 2013

Kraków przed świętami i czekoladowe przyjemności

Aura jakoś nie może się zdecydować. Miota się gdzieś między jesienią i zimą, nękając nas wiatrem, chłodem i wilgocią. Niełatwo teraz o dobre samopoczucie, ale robię wszystko, co w mojej mocy... Poza tym dostarczono mi (dosłownie) mnóstwa inspiracji, kiedy paczka od Mikołaja z Anglii do mnie dotarła :) Pysznie się zapowiada i może nawet nie spojrzę na pluchę za oknem wybierając przepisy z moich nowych książek :) Dziękuję, Mikołaju :)
Kilka dni temu, kiedy pogoda była jeszcze łaskawsza, wybrałam się do Krakowa. Magiczne miasto nad Wisłą, pełne uroczych zakamarków i nastrojowych uliczek, przygotowuje się do Bożego Narodzenia. Na krakowskim rynku czekają zaczarowane dorożki, mieszkańcy miasta i zagraniczni turyści z upodobaniem fotografują się na tle pięknej choinki, karmią gołębie i delektują się przysmakami na gorąco, wybierając świąteczne ozdoby. A wieczorami chronią się przed grudniowym chłodem w klimatycznych kafejkach pijąc grzane wino i gorącą czekoladę.





Kraków jest przytulnym i gościnnym miastem. Nie odwiedzam go zbyt często (a szkoda), ale i tak mam już moje małe krakowskie rytuały. Przechadzam się niespiesznie wąskimi uliczkami, zastanawiając się, kto przemierzał je wieki wcześniej, robię zdjęcia, kupuję obwarzanki posypane solą, a wieczorem lubię pójść z przyjaciółmi do Alchemii na Kazimierzu. Na mapie Krakowa pojawiło się mnóstwo kulinarnych przybytków, które chciałabym odwiedzić, ale zostawiam to już na kolejną wizytę.







Moja siostra miała dziś urodziny. Chciałam upiec jej coś dobrego, a ponieważ, jak wiemy, czekolada jest dobra na wszystko z pogodą łącznie, a za mną wciąż chodzi wspomnienie gorącej pysznej czekolady z Krakowa, oto co z moich zamiarów wyniknęło...






Tarta i tarteletki z czekoladowym kremem i bakaliami

Pamiętacie szarlotkę, którą upiekłam dla Mamy? Skorzystałam z tego przepisu na kruche ciasto, tyle tylko, że użyłam 1/3 składników. Z tej ilości ciasta wyszła mi dzisiaj niewielka tarta (20 cm) oraz 10 małych tarteletek. Natłuszczone foremki wylepiłam schłodzonym wcześniej w lodówce ciastem, podpiekłam w 180 stopniach przez jakieś 10 minut i odstawiłam, żeby trochę ostygły.
Potem przygotowałam nadzienie:

Krem czekoladowy:
100 g gorzkiej czekolady
250 g serka mascarpone
1 łyżka miodu (lub więcej, do smaku, jeśli chcemy, aby krem był słodszy)
2-3 łyżki alkoholu (podkradałam Tacie wiśniówkę, myślę, że amaretto czy brandy również by się nadały)

Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej, kiedy odrobinę ostygła, dodałam ją do miseczki z mascarpone, miodem i wiśniówką. Wymieszałam dokładnie całość łyżką i wypełniłam nadzieniem spód tarty i tarteletki. Udekorowałam je później orzechami włoskimi, laskowymi, suszoną żurawiną i płatkami migdałowymi, a potem schowałam do lodówki. Po około godzinie już się nadawały do pałaszowania. Solenizantka ponoć zadowolona ;)




Dziś w kuchni towarzyszyła mi taka muzyka (zdecydowanie pasuje do czekolady...) :





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz