-->

cover

sobota, 12 kwietnia 2014

Everything will be allright in the end...

and if it's not allright, it's not yet the end :)

Od jakiegoś czasu chciałam już napisać o filmie, z którego pochodzi to optymistyczne stwierdzenie, ale jakoś nie bardzo mi szło. Właściwie nigdy nie pisałam o filmach... The Best Exotic Marigold Hotel, bo to właśnie o nim mowa, jest jednym z moich ulubionych obrazów. Pewnie macie takie ukochane filmy, które już sto razy widzieliście, ale obejrzycie i sto pierwszy raz, z jednakową przyjemnością, bo zawsze Wam poprawiają nastrój... W moim przypadku ta opowieść o grupie Anglików, którzy decydują się na przeprowadzkę do Indii, jest właśnie takim obrazem. Piękne zdjęcia, rewelacyjne dialogi i dobrze dobrani aktorzy (w tym moi ulubieni Judi Dench i Bill Nighy) i historia m.in. o tym, że życie przynosi wiele niespodzianek, tym bardziej pozytywnych, im bardziej z ciekawością i dobrym nastawieniem ich oczekujemy. Mogę powiedzieć, że znam ten film już niemal na pamięć, a i tak za każdym razem odkrywam w nim coś nowego i za to również tak bardzo go lubię. Jeśli nie znacie tej historii, obejrzyjcie, to właściwie gwarancja miłego wieczoru. Miałam ochotę napisać Wam o kilku wątkach z filmu, ale zamiast tego, będzie kilka tekstów w moim bardzo wolnym przekładzie. One same już w jakiś sposób oddają klimat tej opowieści. A przepis, którym chcę się dzisiaj z Wami podzielić znalazłam na blogu A Brown Table. Autor bloga kocha indyjską kuchnię, a poza tym robi dobre zdjęcia, więc z przyjemnością od czasu do czasu przeglądam jego propozycje.

Dlaczego nie wyjdziesz na zewnątrz? Jest tyle do zobaczenia...




Światło, kolory, uśmiechy... Ludzie, którzy postrzegają życie jako przywilej, a nie prawo... To wszystko czegoś mnie uczy.

Możesz mieć, cokolwiek zechcesz. Musisz jedynie przestać czekać na kogoś, kto ci powie, że na to zasługujesz.




Czasami coś, co się nam przytrafia ZAMIAST, to naprawdę dobre rzeczy.

Jedyną prawdziwą porażką jest, kiedy nie próbujemy. A miarą sukcesu jest to, jak sobie radzimy z rozczarowaniem.




Nigdy nie jest za późno.

Po prostu powinniśmy wszystko robić najlepiej, jak potrafimy.




Zupa z soczewicy z tahini


1 i 1/2 szklanki czerwonej soczewicy
3 łyżki oliwy
3 zmiażdżone ząbki czosnku
2-3 suszone papryczki chilli, pokruszone lub 1 łyżeczka płatków chilli
6 szklanek wody
3 łyżki pasty sezamowej tahini
sok z 2 limonek
pół szklanki posiekanego koperku
sól, pieprz, suszony czosnek

Zaczynamy od opłukania soczewicy. Kolejny krok to rozgrzanie w garnku oliwy, na którą wrzucamy czosnek i chilli, na niewielkim płomieniu aromatyzujemy oliwę i ciągle mieszamy całość, żeby czosnek się nie spalił. Teraz pora na dołożenie soczewicy. Mieszamy ją z oliwą, całość zalewamy czterema szklankami wody i doprowadzamy do wrzenia, a następnie redukujemy płomień do najmniejszego i gotujemy do miękkości soczewicy. Moja była gotowa bardzo szybko, po około 10 minutach. Kiedy soczewica jest już ugotowana, dodajemy pozostałe 2 szklanki wody, żeby zupa nie była zbyt gęsta. Następnie dodajemy pastę sezamową i dokładnie mieszamy, a potem sok z limonek, koperek i sól do smaku. Ja doprawiłam jeszcze moja zupę pieprzem i czosnkiem w proszku. Wyszła naprawdę pysznie, kremowa, gęsta o wyrazistym smaku. Autor przepisu radzi, żeby ją jeszcze na koniec posypać koperkiem, ale mnie się bardziej podobała z papryką ;) Miseczka takiej zupy to sama radość!




Wszystko, co wiemy o przyszłości, to że będzie inna... Być może towarzyszy nam obawa, że nic się nie zmieni, więc... każda zmiana to właściwie okazja do świętowania ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz