-->

cover

czwartek, 3 lipca 2014

Dla moich Przyjaciół. I bakłażan.

Gorrrrrąco... Omijam kuchnię szerokim łukiem. Piję hektolitry wody z miętą i cytryną i chowam się w klimatyzowanym pokoju z nowymi książkami, o których pewnie niebawem tu napiszę. Miałam dziś kolejny dobry dzień, udało mi się dłuższą chwilę pogadać z dwójką moich przyjaciół. Oboje zakochani (ach, ta letnia magiczna pora ;) ...) z motylami w brzuchu :) Bardzo się cieszę, że dobrze im się układa, ale przede wszystkim cieszę się, że są. Nie mamy teraz okazji często się spotykać, ale za nami wiele przegadanych wieczorów, wiele żartów, czasem życzliwej ironii i kilka butelek czerwonego wina i duuuuużo czekolady ;) Poza tym z prawdziwymi przyjaciółmi tak już jest, że można nie gadać miesiącami, a relacja się nie zmienia i zawsze mamy poczucie wsparcia, które nam zapewniają. Świadomość, że tacy ludzie istnieją w naszym życiu daje niesamowity komfort psychiczny. Przyjaciele, dla których jesteśmy naprawdę ważni, pomagają nam często zobaczyć nas samych z zupełnie innej strony (nie, naprawdę, Marta, nie masz nosa jak czarownica....)... :) Potrafią dodać nam wiary w siebie i zmotywować do robienia rzeczy, na które może wcześniej zabrakłoby nam odwagi. Odkładają też czasem na bok własne sprawy, po prostu po to, żeby przy nas być. To chyba najcenniejsze, co można dać drugiemu człowiekowi. Momenty spędzone z przyjaciółmi długo się pamięta, to są takie chwile - perełki, które później wywołują uśmiech na twarzy i poprawiają samopoczucie. Wędrówka po krakowskim Kazimierzu (daleko jeszcze....?) i zapiekanki nad ranem, moje pierwsze szpilki (taaaaakie szpilki), spadanie ze śmiechu z kanapy przy okazji czytania na głos "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?", najpiękniejszy make-up na świecie i sesja zdjęciowa, morele w czekoladzie, świetne perfumy (pasują Ci do charakteru), długie rozmowy w Paryżu i otwarty dom w Rembertowie, czekanie na lotnisku, jadło drwala i bigos, ba, nawet sarnina na powitanie w Polsce, spacery po Parku Szczęśliwickim i rozmowy do rana... Dziękuję Wam, Kochani! 




Kiedy za oknem skwar i nie bardzo chce się jeść, a jeszcze bardziej nie chce się niczego przygotowywać w sąsiedztwie piekarnika, z reguły wieczorową porą staram się nastroić coś na kolejny dzień. Dziś proponuję Wam bakłażana, podpieczonego i zamarynowanego w oliwie z chilli, czosnkiem i zieleniną (przepis stąd). Prosta, ale niesamowicie smakowita przekąska. Nadaje się jako towarzystwo dla grillowanego mięsiwa, ale pysznie smakuje również z chlebkiem pita (przepis tu) albo z dobrą bagietką. Wypróbowałam go również w wersji z domowym sosem pomidorowym, na zimno. Genialne! Nawet w upał warto dla tego bakłażana rozgrzać piekarnik :)




Bakłażan marynowany w oliwie z chilli i czosnkiem

3 bakłażany średniej wielkości
oliwa z oliwek
sól, pieprz

Marynata:
5 łyżek oliwy z oliwek
5 łyżek soku z cytryny (użyłam limonki)
1 mała czerwona papryczka chilli (użyłam zielonej), drobno posiekana, wypestkowana, jeśli ma być mniej pikantnie
3-4 łyżki posiekanej pietruszki / bazylii / kolendry (użyłam pietruszki)
2 ząbki czosnku, drobniutko posiekane
sól, pieprz

Zaczynamy od sporządzenia marynaty. Mieszamy ze sobą wszystkie składniki, niech chwilę postoi i się "przegryzie". Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni, blachę wykładamy papierem do pieczenia. Obcinamy końce bakłażanów, a potem WSZERZ przecinamy je na pół. Każdą cześć dzielimy później na 6-8 "ćwiartek", ważne, aby były równej wielkości (zobaczcie w przepisie). Kawałki bakłażana układamy teraz na blasze, skórką w dół. Smarujemy je oliwą, oprószamy solą i pieprzem i pieczemy 20 - 25 minut, do momentu, aż będą lekko brązowe i i miękkie w dotyku. Kiedy bakłażan będzie upieczony, jeszcze gorące kawałki wkładamy do sporej miski z marynatą i delikatnie mieszamy, tak, aby wszystkie kawałki pokryły się oliwą, ale żeby jednocześnie zachowały kształt. Bakłażanową przekąskę możemy podać już po godzinie, ale można ją również kilka dni przechowywać w lodówce w szczelnym pojemniku. 




PS Panno M., najlepszego weekendu na świecie :*





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz