-->

cover

niedziela, 27 września 2015

Coś NORMALNEGO ugotuj...

Jako wielbicielka kulinarnych eksperymentów i życia dobrze przyprawionego, czasem nie mogę się nadziwić, że ktoś nie lubi kuminu czy curry. Albo, kiedy uważa, że tarta to "wydziwianie", a nie żadne "konkretne" jedzenie ;) I czasem zdarzają mi się takie właśnie apele: coś NORMALNEGO ugotuj!!! Na szczęście i dla zwolenników "normalnego" jedzenia coś się w hipopotamowej kuchni znajdzie. Zwłaszcza, od kiedy kilka lat temu postanowiłam zacząć gotować rosół według irackich wskazówek ze wspaniałej książki "Dzień miodu". Polecam do niej zajrzeć, nie tylko ze względów kulinarnych, to wspaniała opowieść o rodzinie, o wojnie, o zrozumieniu tego, co nowe i inne... Dziś jednak nie o książce, ale właśnie o rosole. Wcześniej nigdy nie był moją popisową zupą, zawsze mi w nim brakowało "tego czegoś"... Po lekturze "Dnia miodu" ugotowałam rosół inaczej. Najpierw oczywiście zapolowałam na przyzwoite kurczę ;) W dużym garnku zalałam je wodą i doprowadziłam do wrzenia, gotując tak na dużym ogniu przez 10 minut. Potem odcedziłam kurczaka, opłukałam go, wylałam z garnka wodę, umyłam go porządnie i ponownie włożyłam do niego kurczaka, tyle, że już w towarzystwie wszystkich rosołowych dodatków, czyli opieczonych cebul, kilku ząbków czosnku, marchewek, listków laurowych, ziela angielskiego, pieprzu, soli i dużej ilości natki pietruszki (bo nie mogłam nigdzie kupić korzenia). I znów zagotowałam całość, po czym od razu zmniejszyłam płomień na maciupeńki, przykryłam garnek i nastawiłam sobie alarm na dwie i pół - trzy godziny. Rosół, którego później spróbowałam, był najlepszym w moim życiu. Był piękny, przejrzysty i bardzo esencjonalny. Właśnie taki, jak powinien. I może taka metoda gotowania to dla niektórych z Was żadne odkrycie, ale dla mnie te irackie wskazówki okazały się bardzo cenne. Teraz, kiedy tylko robi się nieco chłodniej, gotuję rosół naprawdę często, a uzyskany wspaniały bulion wykorzystuję czasami do sporządzania innych smakowitości. 




Dzisiaj w ramach "normalnego" jedzenia podaję Wam przepis na bardzo smaczną zapiekankę cukiniową Jamiego Olivera z jego książki "Kulinarne wyprawy Jamiego". Delikatna cukinia zapieczona z ryżem i wyrazistym serem bardzo dobrze smakuje z rosołowym kurczakiem. To jedno z moich ulubionych dań w stylu comfort food, kiedy nadchodzą chłodniejsze dni.


Zapiekanka ryżowa z cukinią

2 -3 łyżki oliwy
3 czerwone cebule, pokrojone w cienkie półplasterki
180 g ryżu
7 niedużych cukinii, pokrojonych w cienkie plasterki
500 ml bulionu drobiowego (może być też warzywny)
4 czubate łyżki jogurtu naturalnego
150 g cheddara lub innego sera, startego
sól, pieprz

Na patelni rozgrzewamy oliwę i smażymy cebulę, aż zmięknie i zacznie się delikatnie karmelizować, około 20 minut. Ryż płuczemy na sitku. Gdy cebula jest gotowa, dokładamy na patelnię ryż i cukinię (musimy zachować trochę cukiniowych plasterków na później, na wierzch zapiekanki). Mieszamy dokładnie całość i dolewamy bulion. Gotujemy 5 minut. Potem zdejmujemy patelnię z ognia i dodajemy jogurt i 2/3 startego sera. Mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem. Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni. Natłuszczamy naczynie żaroodporne i przekładamy do niego zawartość patelni. Wyrównujemy wierzch i przykrywamy go zachowanymi plasterkami cukinii i posypujemy resztą sera. Zapiekamy około 40 minut. Całość da się ładnie pokoić, jak lasagne, jeśli odczekamy chwilę po wyjęciu naczynia z piekarnika.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz